piątek, 16 stycznia 2015

L'Oreal Lumi Magique, korektor rozświetlający.

Witajcie! :)
Tak się właśnie zastanawiam czy nie podjąć się wyzwania 1 dzień = 1 wpis w lutym, co Wy na to? Może nauczyłoby mnie to systematyczności w dodawaniu postów. Oczywiście zamierzam wrócić z przeglądem filmowym, ale zamienię go bardziej na kulturalny? Dodam książki, które udało mi się przeczytać, zazwyczaj nie ma ich dużo, nie dlatego, że czytać nie lubię, ale zwyczajnie nie mam weny. 
Z niecierpliwością czekam na moją przesyłkę, jeśli dotrze dzisiaj to myślę, że jutro zobaczycie jej zawartość albo na fanpage'u. 


Dzisiaj przychodzę do Was z produktem, który zdecydowanie jest ulubieńcem roku, a mowa o korektorze, a raczej rozświetlaczu L'Oreal Lumi Magique. 


Produkt otrzymujemy w całkiem przyjemnym dla oka opakowaniu. Jest to typowy wykręcany korektor. Ma bardzo lekką konsystencję, a zapach lekko alkoholowy, ale osobiście nie bardzo go wyczuwam przy nakładaniu. Kolor to ładny, jasny beż.


Nie mam wielkich sińców pod oczami, owszem jakieś tam są, ale nie ma tragedii, dlatego nigdy ich jakoś bardzo nie przykrywam, chyba, że jestem naprawdę niewyspana i mam takie doły pod oczami, że z powodzeniem mogę straszyć ludzi.
Nie jest to korektor kryjący, ma on za zadanie rozświetlać i robi to pięknie. Siniaki od razu są mniej widoczne, spojrzenie ożywione i wyglądam na zdecydowanie bardziej wypoczętą niż jestem, a o taki efekt rano mi chodzi. Utrzymuje się całkiem dobrze, może nie cały dzień, ale nie ma problemu z dołożeniem go. Absolutnie nie wysusza mi skóry pod oczami, a także nie podrażnił mnie. Używam go z przyjemnością od połowy listopada i myślę, że jeszcze na trochę mi starczy. Jedyne co to odstrasza mnie cena,bo kosztuje ok. 55 zł za 2,5 ml, a go kpiłam w promocji 1+1 w Rossmannie, więc nie wyszło aż tak źle. Polecam szukać go w promocjach albo w drogeriach internetowych. Widziałam, że jest na ladymakeup.pl za 37,90 zł. Zapomniałam dodać, że jestem w odcieniu Light. 


Jestem z niego bardzo zadowolona i serdecznie Wam polecam. No chyba, że potrzebujecie dużego krycia to wtedy bardziej jako korektor do modelowania twarzy. Polećcie mi jakiś dobry lekki korektor pod oczy :)
Buziaki! :

czwartek, 15 stycznia 2015

Green Pharmacy, szampon i odżywka do włosów suchych.

Witajcie! :)
Dzisiaj pierwszy raz od 2 miesięcy zobaczyłam swoje paznokcie. Koniec z hybrydą i monofazą, czas na odbudowanie paznokci. Dodatkowo biorę Merz Spezial i tak myślę czy za miesiąc nie opisać efektów, co Wy na to?

Dzisiaj tak dla odmiany nie będzie rosyjskich kosmetyków do włosów tylko dostępne na wyciągnięcie ręki produkty Green Pharmacy z olejkiem arganowym i granatem.


SZAMPON:
W ziołowych szamponach serii Green Pharmacy zebraliśmy wszystko czym obdarza nas Matka Natura. Od wieków naturalny olej arganowy, marokańskie złoto, przywraca włosom blask, regeneruje, wygładza, ułatwia czesanie i stylizację, nadaje miękkość, elastyczność, chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Wzmacnia i odżywia skórę głowy. Pantenol nawilża i regeneruje tak jak ekstrakt z granatu, który dodatkowo odświeża kolor włosów. Szampon daje im lekkość, blask, elastyczność i nawilżenie.


Skład:
Aqua, Sodium Myreth Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Panthenol, Argania Spinosa Kernel Oil, Punica Granatum Extract, Polyquaternium-10, PEG-12, Dimethicone, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate.



Długo szukałam w Naturach tej właśnie serii do włosów, a jak byłam kilka miesięcy temu udało mi się ją znaleźć w rodzinnej miejscowości. Używam go niecały miesiąc, a została mi 1/4 opakowania. Kiepsko z wydajnością jak na 350 ml. Zapach ma całkiem przyjemny, nie jest to mocny zapach olejku arganowego, przebija tam coś jeszcze, ale jak granat to nie pachnie. Nie zawiera w sobie SLS, SLES, barwników, parabenów, mimo wszystko skład ma taki sobie.
Szampon dobrze oczyszcza, radzi sobie nawet z mega trwałymi piankami (o takiej już niedługo). Moje włosy są średinoporowate w stronę nisko. Całkiem ładnie się po nim błyszczą i są miękkie. Chociaż dzisiaj z dziwnej przyczyny zrobił m się ogromny puch na głowie, chociaż moje włosy nigdy się raczej nie puszą :( Nie podrażnił mi skóry głowy co dla mnie najważniejsze. Nie liczyłabym jednak z jego strony na ułatwianie rozczesywania. Chociaż ja zazwyczaj myję włosy wieczorem i idę spać w mokrych, więc rano.. Istna katastrofa, mnie tam nawet TT ciągnie za kłaki jak mam kołtuny,


BALSAM:
Piękne, nawilżone, mocne, elastyczne i błyszczące włosy dzięki sile roślin.  Od wieków olej arganowy, naturalne marokańskie złoto bogate w witaminę E, regeneruje włosy zniszczone, przesuszone, z rozdwajającymi się końcówkami. Balsam przywraca blask, wygładza, ułatwia czesanie i stylizację, nadaje włosom miękkość, elastyczność, chroni przed czynnikami zewnętrznymi i zapobiega puszeniu. Wzmacnia i odżywia skórę głowy, łagodzi podrażnienia. Ekstrakt z granatu nawilża, regeneruje i odświeża kolor włosów.



Ma bardzo fajną, lekką konsystencję, przez co nie obciąża włosów, ale ładnie je wygładza i dociąża, nie elektryzują się tak do szalików i innych rzeczy. Zapach taki sam jak w przypadku szamponu. Wydajność zdecydowanie lepsza.
Jeśli ma zapobiegać puszeniu, to co miałam dzisiaj na głowie po przebudzeniu?! Ładnie nawilża włosy, nie wpływa na ich przetłuszczanie, ale producent mógłby odpuścić sobie mity o regeneracji końcówek. Na pewno włosy się ładnie błyszczą. Przy jego zastosowaniu lepiej się rozczesują, chyba, że pójdę spać w mokrych. 


Czy jestem zadowolona? Ogólnie tak, każdy z tych produktów kosztuje ok. 12 zł tak mi się wydaje. Dają fajny efekt,szampon nie podrażnia skóry głowy, a balsam ładnie nawilża. Jednak nie jest to jakiś efekt WOW, że muszę kupić je ponownie. U mnie nie ma jakiś powalających efektów, ale może u osób z przesuszonymi włosami lepiej się sprawdzi.


Miałyście te produkty? Jaki produkt Was najbardziej zadowala? A raczej Wasze włosy?
Buziaki! :*

niedziela, 11 stycznia 2015

Clarins Moisture Replenishing Lip Balm.

Witajcie :)
Dzisiaj bez narzekania i tłumaczeń przechodzimy do recenzji.


OD PRODUCENTA:

Regeneracyjny balsam do ust intensywnie pielęgnuje i podkreśla ich naturlaną czerwień. Wosk różany, masło shea olejek ryżowy i ceramidy mineralne łagodzą podrażnienia i nawilżają popękane usta, a specjalny komplekst Maxi-Lip wzmacnia efekt pełnych ust .



Bardzo minimalistyczne opakowanie z dodatkowym kartonikiem. Cena to 69 zł za 15 ml. Czy warto? Zapraszam dalej.


Konsystencję ma bardzo przyjemną, lekko tłustawą, ale nie klejącą, dzięki czemu ładnie wygląda na ustach. Bardzo dobrze nawilża i regeneruje. Często miałam tak, że piekła mnie dolna warga, przy samej dolnej granicy (nie wiem jak to inaczej opisać) i ten balsam przyniósł ukojenie. Chroni usta przed zimnem, świetnie nadaje się jako baza pod pomadkę. Jest bardzo wydajny. Swój egzemplarz kupiłam we wrześniu i jeszcze spokojnie starczy mi na jakiś czas. Jedyne co mi w nim trochę przeszkadza to zapach, ale da się go przeżyć. Dawno nie miałam balsamu, który tak dobrze radziłby sobie z moimi ustami, które są dość wymagające, a dzięki niemu przestałam bać się matowych pomadek i czasem również je noszę. Mimo dość wysokiej ceny mogę Wam go z czystym sumieniem polecić, nie bez powodu znalazł się w ulubieńcach roku.

I jak zwykle zapytam Was czy znacie jakiś dobry balsam? A może miałyście ten?

Buziaki! :*

wtorek, 6 stycznia 2015

Ulubieńcy roku 2014.

Witajcie w pierwszym poście w Nowym Roku! :)
Niestety wyszło tak, że pojechałam do rodzinnej miejscowości w Nowy Rok, a tam nie mam możliwości pisana postów, więc zaczynam mam nadzieję powoli nadrabiać zaległości. Najpierw chciałam się z Wami podzielić kosmetykami, które z przyjemnością używałam w roku poprzednim.

KOLORÓWKA:

Rok 2014 przede wszystkim należał do nowych 'odkryć' podkładowych, oczywiście jako ostatnia zapoznaję się ze wszystkim. Przez ok. 2-3 lata byłam wielką fanką MF Lasting Performace, a w tym roku królował Estee Lauder Double Wear Light i Bourjois Healthy Mix. Oba używałam z wielką przyjemnością, ten pierwszy jeszcze nadal mam, mimo, że kupiłam go ponad rok temu.  Oba są zupełnie inne, ale bardzo polubiły się z moją skórą i z chęcią bym do nich wróciła, bardzo polecam.
W tamtym roku polubiłam się także bardzo mocno z korektorami rozświetlającymi. W pierwszej części roku używałam Artdeco Perfect Teint Concealer, który nie kryje za mocno, ale pięknie rozświetla dzięki czemu 'śliwki' pod oczami nie są tak widoczne. Natomiast drga część roku należy do L'Oreal Lumi Magique, który również bardzo polubiłam. Oba można znaleźć taniej na internecie, a na pewno Artdeco, bo w Douglasie można przepłacić dwukrotną wartość ;c
Jeśli chodzi o konturowanie to bezapelacyjnie towarzyszył mi bronzer theBalm Bahama Mama, który jest dla mnie idealny, to przez bardzo długi czas był moj jedyny bronzer i używam go praktycznie cały czas. Róż Rouge Bunny Rouge bardzo długo był moim jedynym różem i uwielbiam go! Świetna pigmentacja, trwałość, wydajność i świeży wygląd. O rozświetlaczu Mary - Lou Manizer już się nie będę wypowiadać, bo cały czas się nad nim rozpływam, kosmetyczny must have! 
Jeśli chodzi o oczy to skromnie, bo chociaż lubię dużą ilość cieni jakoś nie tak bardzo, żeby coś tutaj umieszczać, może Inglot i Makeup Revolution powinny się tu znaleźć, ale no nie wiem. Więc tusz, czyli Eveline Volumix Fieberlast Mascara, która z moimi rzęsami robi cuda! Z pewnością do niej wrócę. Brwi to zdecydowanie Gimme Brow od Benefit, ta mała szczoteczka układa, nadaje kolor i modeluje brwi, dodatkowo świetnie utrwala, szybki makijaż gwarantowany. Niezastąpiony, kiedy zaśpimy. 
Z ustami miałam niemały problem, bo nie wiedziałam co tutaj umieścić. Miałam ciężko orzech do zgryziena, ale postawiłam na coś co lubię już dłużej, czyli na Eliksiry Wibo, które niestety zostały wycofanie, a szkoda, bo to idealne pomadki dziennie. Przyzwyczaiłam się nawet do tego szpetnego opakowania. Nowych wersji nie kupię, poszukam czegoś innego.

PIELĘGNACJA:



Zacznijmy od pasty oczyszczającej Ziaja, która kosztuje grosze, a funduje nam naprawdę dobry i mocny peeling. Ten krem do oczu miałam w wersji miniaturowej i od tamtego czasu zastanawiam się czy go nie kupić, mowa o All About Eyes z Clinique. Świetnie nawilża i napina skórę, jest niesamowicie wydajny. Kolejne odkrycie do balsam do ust Clarins, który jako jeden z niewielu przynosi taką ulgę moim spierzchniętym wargom, którym żadna pogoda nie odpowiada, przymierzam się do kupna kolejnej tubki na zapas. Woda termalna Uriage towarzyszyła mi cały rok i dalej towarzysz, serdecznie polecam. Odkryciem okazał się tonik różany Pat&Rub, który na początku jakoś mnie do siebie nie przekonywał, ale po odstawieniu go i przerzuceniu się na inny odczułam znaczną różnicę. Naprawdę fajnie nawilża i łagodzi skórę. Jeśli chodzi o włosy nic poza szamponem z TBS mnie nie zaskoczyło, była to wersja volume i byłam naprawdę zadowolona, jeśli będzie jakaś promocja chętnie się na niego skuszę.
Oczywiście jak zauważyłyście pewnie po denkach pielęgnacja ciała została zdominowana przez TBS, zarówno żele jak i masła są świetne i zawsze chętnie do nich wracam. Moje ulubione wersje zapachowe to malina i orzech brazylijski. Jednak nie należy zapominać także o piankach cukrowych z Organique, które okazały się świetne przed użyciem balsamu brązującego. Moja ulubiona wersja zapachowa to pinacolada. I na koniec żel i balsam z serii Isana Med, które były bardzo pomocne przy wszelkiego rodzaju podrażnieniach. Nie wiem jak krem do rąk, bo nie używałam go jeszcze, ale te dwa produkty są genialne i bardzo gorąco je polecam.


A jak Wasi ulubieńcy? Jakie są Wasze perełki? Może znacie coś z moich?
Buziaki! :*