czwartek, 30 lipca 2015

Denko 6 #2015

Dzień dobry, Robaczki! :)
Co za okropna pogoda, wieje, huczy, zimno jak jesienią. Podobno od jutra ma być lepiej. Mam nadzieję, bo jadę na Woodstock i nie chciałabym wrócić chora. Postaram się jeszcze przygotować dla Was jakieś posty na weekend. Chociaż jeden, ale nic nie obiecuję. 

Dzisiaj jeden z moich ulubionych postów, czyli projekt denko. Jeśli jesteście ciekawe co udało mi się zużyć w tym miesiącu to zapraszam serdecznie dalej :)


Oczywiście musiał pojawić się jakiś żel i w tym miesiącu jest to Balea o zapachu arbuza, który pachnie pięknie i zdecydowanie umila prysznic. Kolejnym owocowym produktem, jest peeling mango&kokos z Wellness Beauty, o którym pisałam tutaj, genialny produkt, do którego za jakiś czas z pewnością wrócę. Rewelacyjnie zdziera i nawilża, spróbujcie koniecznie. Drugim peelingiem jest malinowy z TBS, który miał konsystencję galaretki i bardzo szybko się skończył. Zdzierał średnio i już zdecydowanie do niego nie wrócę, dobrze, że go nie kupiłam a dostałam w gratisie do zakupów. Ostatnim produktem jest musujący puder do kąpieli Pat&Rub, który rewelacyjnie pachnie lawendą, relaksuje i bardzo dobrze nawilża. Jestem pod wrażeniem, bo to jeden z niewielu produktów do kąpieli, które cokolwiek robią ze skórą poza dawaniem koloru albo zapachu wodzie.


Zużyłam balsam po opalaniu Vichy Capital Soleil, który bardzo dobrze koił podrażnioną skórę słońcem. Jednak jest drogi i raczej ponownie do niego nie wrócę. Zużyłam też krem do rąk TBS o zapachu absyntu, który całkiem dobrze się sprawdził. Jeśli nie macie problemu z dłońmi będzie bardzo dobrym kremem podstawowym. Jeśli walczycie z przesuszeniem na pewno się u Was nie sprawdzi. Oczywiście suchy szampon Batiste i kolejne opakowanie już w użyciu. Regularnie po nie sięgam. W końcu wykończyłam balsam do włosów Planeta Organica, który męczyłam okropnie, zapach mi nie odpowiadał, więc dużą część zużyłam przy depilacji, więcej na pewno nie kupię.


Do denka wpadły także dwa płyny Bioderma Sensibio H2O, bardzo go lubię, kolejną butelkę mam już w użyciu, Czasem będę go kupować w jakiś korzystnych promocjach. Kolejne opakowanie toniku Pat&Rub, do którego wracam co jakiś czas, ale nie kupuję butelka za butelką tylko kiedy wpłynie mi więcej pieniędzy, pisałam o nim tutaj.


Trochę kolorówki też się znalazło. Pierwsze to korektor rozświetlająco - kryjący Eveline, którego mam kolejne opakowanie i bardzo lubię, będę na pewno do niego wracać. Znalazła się też odżywka/baza z Eveline, którą polubiłam, ale jeszcze nie wiem czy wrócę, bo zwykle nie pamiętam o aplikowaniu takich rzeczy, No i ulubiony eyeliner Superliner z L'Oreal, który jest bardzo czarny i trwały, ale łez nie pokona, bo nie jest wodoodporny,wiem bo czasem zdarza mi się łzawienie oczu, niemniej to rewelacja, na pewno kupię ponownie.

Uff i to już wszystko :) A jak Wam poszło zużywanie w tym miesiącu? Znacie coś z denka?
Buziaki! :*

poniedziałek, 27 lipca 2015

Ulubieńcy lipca

Witajcie! :)
Dzisiaj czas na małe podsumowanie miesiąca wraz z ulubieńcami. W zeszłym miesiącu całkiem o tym zapomniałam, znaczy o poście z najlepszymi kosmetykami, ale to nie wpłynęło na to, że pojawiło się ich więcej.
W piątek jadę na Woodstock, więc wątpię, że w weekend pojawią się posty, ale jeszcze w piątek pojawi się post. Praktyki idą mi dobrze, powoli próbuję ogarnąć wszystko co mam na głowie. Czeka mnie też bardzo dużo biegania po lekarzach, ale to kiedyś tam. Niby nic poważnego, ale badania trzeba zrobić. Dobra koniec narzekania, zaczynamy ulubieńców :)


Pierwszym ulubieńcem jest coś a'la woda termalna Balea, nie jestem pewna co to dokładnie jest, w każdym razie ma odświeżać i bardzo dobrze sprawdza się w tej roli do tego jest tanie jak barszcz, szkoda, że tak słabo dostępna. Kolejnym ulubieńcem jest baza rozświetlająca L'Oreal, która jest naprawdę świetna! Bardzo ładne rozświetla, doskonale nadaje się do mieszania z ciężkimi podkładami, 'zmiękczając' ich wykończenie. Ulubiona pomadka w tym miesiącu to Estee Lauder Pure Color 53 Wildy Pink, idealny różowy odcień zarówno na dzień jak i na wieczór. Była najczęściej i najchętniej noszoną przeze mnie pomadką.


Ulubiona maskara to w tym momencie Maybelline Lash Sensational, która bardzo ładnie podkreśla, podkręca i pogrubia rzęsy. No i ulubieniec, o którym wpis był wczoraj, czyli olejek Collistar (klik), na który serdecznie Was zapraszam. Jest wielofunkcyjny i świetnie nawilża skórę, rewelacja!


No i to już wszyscy ulubieńcy, znacie coś z moich? Jacy są Wasi ulubieńcy?
Buziaki! :*

niedziela, 26 lipca 2015

Collistar, Pure Actives Czyste składniki aktywne – Omega 3 i Omega 6

Witajcie!
Kolejny tydzień za nami i kolejna nudna niedziela. Niestety w Szczecinie pogoda jest po prostu okropna, wieje tak, że nawet ciężko jest się poruszać, wszystko słychać przez okna. Chciałabym, żeby znowu było ciepło, no cóż, ale nie można mieć wszystkiego.

OD PRODUCENTA:

Unikalny, odżywczy olejek do skóry twarzy i szyi o działaniu odbudowującym. Charakteryzuje się jedwabistą, bardzo łatwo przyswajalną konsystencją. Intensywnie odżywia, przywraca równowagę hydrolipidową nawet najbardziej suchej skórze, wzmacnia błony komórkowe, zapobiegając starzeniu się skóry, zespaja tkanki, odbudowuje i chroni przed szkodami wyrządzonymi przez agresywne działanie czynników zewnętrznych, wolnymi rodnikami i promieniami UV.




Do olejków w pielęgnacji nocnej przymierzałam się już jakiś czas, więc kiedy mama mi go oddała z przyjemnością zaczęłam go używać. Tutaj mamy 30 ml olejku zamkniętego w bardzo ładnej, szklanej buteleczce z pipetą, która jest bardzo wygodna w użyciu, dozuje nam tyle produktu ile potrzebujemy, co w znacznym stopniu wpływa na jego wydajność.

Ma dość specyficzny zapach i jest trochę rybi, ale tylko jeśli powąchamy go z buteleczki, nakładając w ogóle go nie czuć. Zwykle olejek rozgrzewam w dłoniach i nakładam przyciskając dłonie do twarzy. Nakładam go zarówno solo, jak i na krem. Nadaje się także do stosowania pod makijaż, a podkład wygląda dobrze mimo tego, że jest np. ciężki.

Ten olejek to bomba nawilżająca! Dawno nie miałam po żadnym produkcie tak odżywionej skóry. Fanatycznie pielęgnuje i koi skórę, a przy tym się w ogóle nie lepi. Wchłania się całkowicie bez zostawiania na skórze jakiejś warstewki, skóra może się odrobinę błyszczeć, ale latem jeszcze nikomu to nie zaszkodziło, przez to wygląda naturalnie. Przywrócił mojej skórze równowagę, której jej brakowało, pierwszy kosmetyk od roku, który przywrócił moją skórę do porządku, do tego jest wielofunkcyjny, bo jak wcześniej pisałam można go stosować w różnych kompilacjach, myślę, że można go także dodawać do maseczek, aby wzmocnić ich działanie. Dawno żaden produkt mnie tak nie zaskoczył.

Fantastyczny produkt godny polecenia. A Wy używacie olejków? Jakie są Wasze ulubione? Może te czyste?
Buziaki! :*

czwartek, 23 lipca 2015

Aktualna pielęgnacja twarzy

Witajcie!
Dzisiaj spinam się, bo wczoraj cały dzień przespałam, a dzisiaj będę miała gościa, w sobotę maluję koleżankę na wesele, tylko jutro może znajdę trochę czasu, ale niestety nie udało mi się obejrzeć tyle filmów, żeby pojawił się przegląd, w przyszłym tygodniu z pewnością to nadrobię. 

Do dzisiejszego postu zbierałam się chyba z dwa miesiące. Nie mogłam do niego przysiąść, ani nawet zrobić zdjęć, ale dzisiaj nadrabiam kolejną zaległość, czyli moją aktualną pielęgnacją twarzy. 

RANO


Pierwsze co robię po wstaniu rano to przemywam twarz zimną wodą, po czym używam płynu micelarnego Bioderma, bądź żelu do mycia twarzy z Physiogel, o którym pisałam tutaj (klik). Bardzo dobry dla skóry wrażliwej. Potem czas na tonizowanie, a z pomocą przychodzi woda tonizująca z Ziaji (klik), która świetnie orzeźwia rano. 


Następnie przychodzi czas na kremy. Ten z YR Hydra Vegetal to bardzo podstawowy krem nawilżający do twarzy, który dobrze spisuje się rano pod makijaż. Kolejny krem to Sylveco łagodzący krem pod oczy (klik). Nie jest to najlepszy krem na świecie, ale całkiem dobrze spisuje się pod oczami rano i delikatnie je nawilża. Na koniec, zwykle po makijażu używam wody Balea, tak dla odmiany, bo zwykle jest to Uriage.

WIECZOREM


Wieczorem pierwsze co robię to dokładne oczyszczenie oczu z tuszu, a także twarzy z makijażu. Do tego służą mi oczywiście Bioderma i płyn do demakijażu Nivea, który całkiem dobrze radzi sobie z tuszem, ale jak na razie nie widzę jakiś szczególnych zachwytów jak słyszałam np. na YT. Plus za brak uczucia lepkości. 
Nie chodźcie spać w makijażu! To najważniejszy punkt pielęgnacji, potem dopiero wszystkie kremy, olejki i inne cuda mogą się dobrze wchłonąć!


Potem czas na drugie oczyszczanie twarzy i tutaj znowu pojawia się żel z Physiogelu, a także tonik z Ziaji, którego mam już kolejną butelkę.


No i przychodzi czas na dogłębną pielęgnację. Pierwsze co nakładam to serum z Lumene Arctic Aqua, które w zasadzie jest beznadziejne i nie polecam go, ale kupiłam, więc nie wyrzucę i używam, nie robi z twarzą kompletnie nic, nie zauważyłam nawet minimalnie lepszego nawilżenia. Kolejny krok to krem Clinique All About Eyes Rich, którym jestem chyba nieco rozczarowana, nie jest zły, ale po tylu OCH i ACH! spodziewałam się czegoś lepszego, więcej w recenzji jak już zużyję całe opakowanie. Krem, który w tym momencie używam to Physiogel Codzienne Nawilżenie, który w zasadzie można używać również rano, ale według mnie za długo się wchłania, żeby używać go rano. Dobrze się spisuje, ale zwykle rzadko kiedy krem mnie tak zachwyca, żebym do niego wracała. Ostatnia rzecz wieczorem to olejek Collistar z kwasem omega 3, który jest świetny. Doskonale nawilża i pielęgnuje, ale o nim więcej w recenzji niedługo.

PIELĘGNACJA SPECJALNA


Produkty, po które sięgam teraz kiedy moja twarzy wymaga dodatkowej 'opieki'. Pierwsza rzecz to maseczka z TBS Honey&OAT, która jest naprawdę dobra. Była kiedy w ulubieńcach, bardzo dobrze złuszcza i przy okazji nawilża, która jest gładka po jej użyciu. Kolejna rzecz to mój bezsprzeczny hit rok, czyli maseczka Clinique (klik). Genialnie nawilża, ale więcej przeczytacie w recenzji. I płyn złuszczający Clinique, który teraz używam rzadziej, a jeśli chcecie przeczytać o nim więcej to zapraszam na recenzję (klik).


Dermedic żel punktowy ratuje mnie, kiedy na mojej twarzy pojawiają się nieprzyjaciele, nie ze wszystkim sobie radzi, ale po dwóch trzech dniach po większości nie ma śladu, jestem zadowolona, tym bardziej, że jest niedrogi. Serum do ust z Pat&Rub to jak na razie dla mnie produkt zbędny, używam go jak mi się przypomni, że je mam, więc niewiele powiem na jego temat. Ostatnia rzecz, czyli peeling, a właściwie pasta złuszczająca z Ziaji, o której więcej poczytacie tutaj. Jest to naprawdę bardzo dobry, godny wypróbowania produkt. 


A jak wygląda Wasza pielęgnacja? Podrzućcie mi swoich ulubieńców. Teraz zapomniałam, że na zdjęciu brakuje filtru z Biodermy, ale oczywiście i filtr latem ląduje na mojej twarzy.
Buziaki! :*

poniedziałek, 20 lipca 2015

MySecret Matt, cienie do powiek

Witajcie! :)
I znowu będzie kolorówka na blogu, wiem, wiem, że może się to nudzić, ale właśnie chciałam z Wami się podzielić kilkoma perełkami za grosze, zrobię też takie zestawienie tanich kosmetyków, ale właśnie, jak już jesteśmy przy tematyce postów to napiszcie mi o czym chciałybyście przeczytać? Może pielęgnacja twarzy? A może włosów? Foodbook za jakiś czas? A może mój sztandarowy makijaż imprezowy? Pomysłów mam sporo zapisanych, ale chciałabym wiedzieć co Wy chętnie przeczytacie :)

Nie przedłużając zapraszam Was na recenzję cieni z MySercet.

OD PRODUCENTA:
Matowe cienie DO powiek, TO eleganckie i szlachetne wykończenie makijażu oczu. Mat doda głębi Twojemu spojrzeniu, a różnorodność odcieni pozwoli Ci bawić się kolorem.


Cienie do powiek MySercet znajdziemy oczywiście w drogerii Natura za 6,99 zł za 3 g produktu. Bardzo niska cena dlatego postanowiłam zobaczyć czy faktycznie są takie dobre jak się o nich mówi. 

Pierwsze co mnie zaskoczyło to niesamowita pigmentacja, dużo lepsza moim zdaniem niż w przypadku w Inglota. Zwłaszcza zaskoczył mnie ten beżowy cień, który jest świetny. Trzeba uważać, żeby tym ciemniejszym nie zrobić sobie plam, także polecam porządnie otrzepać pędzel nim przyłożycie go do powieki, bo jak nie to potem namęczycie się porządnie z rozcieraniem. Cienie absolutnie się nie osypują, dość dobrze blendują, chociaż z tym bywa różnie i naprawdę polecam z nimi uważać. Trzymają się bez zarzutu cały dzień. Chociaż z moimi powiekami to różnie bywa zwłaszcza teraz, i przez bazę czasem się rolują, ale to przez bazę, nie cienie. 
Ogólnie za tę cenę i jakość to bardzo, bardzo polecam, zwłaszcza jeśli nie lubicie dużo wydawać na kosmetyki czy tym bardziej cienie.





Jak Wam się widzą? Polecacie jakieś cienie do powiek? A może bazę pod cienie?
Buziaki! :*

piątek, 17 lipca 2015

Essence Lipliners, konturówki do ust

Witajcie! :)
No i mam w końcu weekend, czyli czas dla siebie i dla naszych bliskich. Ja swój planuję spędzić w domu, być może jechać nad morze, ale nad tym muszę się jeszcze zastanowić, bo nie wiem czy pogoda będzie. Dzisiaj ma być najcieplejszy dzień ze wszystkich. Kolejny tydzień praktyk już za mną, więc nic tylko się cieszyć. Wykonałyśmy z koleżanką kawał dobrej roboty. Coraz szybciej zbliża się czas pisania pracy licencjackiej.. Dobra nie myślę o tym, mamy weekend!




Konturówki dostaniecie za 4,99 zł w drogeriach: Natura, Super-Pharm i Hebe. Dostępnych jest naprawdę wiele kolorów i myślę, że każda znajdzie coś dla siebie. Kolorów jak widzicie mam 4, dodatkowo kupione w jakiejś promocji -40%, więc już w ogóle wychodzą śmieszne pieniądze. 

Konturówki są niezwykle kremowe i gładko suną po ustach. W zasadzie nie jest to pożądany efekt, ponieważ konturówka powinna być raczej twarda, ale mi to zdecydowanie nie przeszkadza. Dzięki temu dużo lepiej wyglądają na ustach solo. Chociaż ja raczej ich tak nie noszę, bo zwykle nakładam pomadkę, a jak coś mi nierówno wyjdzie to poprawiam to konturówką. Większość z nich idealnie pasuje do kolorów jakie używam. Nie mają jakiejś powalającej trwałości, bo solo po jedzeniu znikają z ust, ale zważywszy na cenę i niezwykły komfort na ustach, bo też ich nie wysuszają jestem z nich zadowolona. Wyglądają naprawdę świetnie na ustach, bardziej jak pomadki niż tępe konturówki, ale mi ten efekt odpowiada.



A Wy co sądzicie o tych konturówkach? Miałyście? Polecicie jakieś inne?
Buziaki i udanego weekendu! :*

środa, 15 lipca 2015

Organizacja kosmetyków

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was dawno obiecywany filmik, który nagrywałam kilka razy, mam nadzieję, że będzie Wam się go dobrze oglądać. Piszcie mi koniecznie na dole jak wygląda to u Was, ile macie kosmetyków czy jak je przechowujecie :)




Buziaki! :*

wtorek, 14 lipca 2015

Chillbox Classic lipiec - chillowanko w podróży

Witajcie! :)
Mam dzisiaj dla Was zawartość Chillbox'a. Jest to moje pierwsze pudełko jakie zamówiłam w życiu, ponieważ można normalnie za nie zapłacić przelewem, co od razu mi się spodobało. Motyw przewodni tego pudełka to chillowanko w podróży. 

Box jest inny niż te kosmetyczne, ponieważ możemy spodziewać się tu książki, dodatku tekstylnego czy innych gadżetów, a także przekąsek czy przepisów. Minus jaki mi się nasuwa to to, że nie można już zamówić tej edycji, ale do końca miesiąca można zamawiać sierpniową. Super, że w cenę wliczona jest także przesyłka. Taki box kosztuje 59 zł, jest jeszcze dostępna wersja max za 89 zł. Przesyłka została nadana wczoraj, a już dzisiaj jest u mnie. Ekspres!



Coś co mi się bardzo spodobało to fakt, że dostajemy odręcznie napisany liścik w środku, jest to moim zdaniem miłe i jak dla mnie to profesjonalne podejście do klienta.


Co znajdziemy w środku?

Nacomi balsam chłodząco - nawilżający po opalaniu - chociaż mam ich dużo to balsamów po opalaniu latem nigdy za wiele. Także na pewno się nie zmarnuje i z przyjemnością zużyję i dam Wam znać.
TBS antybakteryjny żel do rąk - idealny strzał jak dla mnie, bo mój właśnie zaczyna mi się kończyć i myślałam o tym, żeby wybrać się po niego, ale już nie muszę :) Poza tym żel antybakteryjny to niezbędnik w podróży.
Sztuka Mydła mydło naturalne - nigdy wcześniej nie używałam naturalnych mydeł. Będzie to moje pierwsze spotkanie z nimi. Dostałam wersję z marokańską glinką.
Calypso płatki z celulozy - właśnie zużyłam poprzednie, więc z chęcią je wykorzystam, przynajmniej nie muszę biec do tego strasznego miejsca na R, które zawsze kusi czymś.


Kryminał Siódmy Dzień - szczerze mówiąc nie czytam kryminałów, więc to będzie moje pierwsze podejście, zobaczymy czy przypadnie mi do gustu. Książka będzie musiała poczekać, bo mam kilka innych pozycji do przeczytania.
Notes ekologiczny - w tym momencie to dla mnie idealny dodatek. Jeśli lubcie mnie na FB to widziałyście, że zamówiłam Happy Planner, a ten notes będzie jego idealnym uzupełnieniem. Ostatnio wszystko zapisuję, także ląduje w torebce.


Moim zdaniem jest to udane pudełko. Dwie rzeczy są uzupełnieniem zapasów, dwóch innych nie znam. Książka to zawsze mile widziany dodatek, a notes to w tym momencie dla mnie coś niezbędnego. Wszystko z pewnością zużyję czy przeczytam. 

A co Wy sądzicie o tym pudełku? Co w ogóle sądzicie o pudełkach niespodziankach?
Buziaki! :*

niedziela, 12 lipca 2015

Lirene, Body Arabica, balsam brązujący o zapachu kawy

Witajcie kochane! :)
Jak Wam weekend minął? Powiem, że mój dobrze, zabawnie i z kacem. Myślę, że moja skóra będzie przez jakiś czas mnie nienawidzić. No, ale cóż, błędy młodości i te sprawy w kilka dni ją ogarnę na pewno. Jutro znowu praktyki, mam nadzieję, że sobie poradzę ze wszystkim. Na dzisiaj to tylko cieszę się, że już się dobrze czuję na tyle, że mój żołądek domaga się o jedzenie. Może poczytam coś, bo na razie przegląd będzie dopiero za jakiś czas. Jestem mile zaskoczona, że tak chętnie zaglądacie na tę serię i komentujecie, bardzo się z tego cieszę :)

Dzisiaj mam dla Was recenzję jednego z moich niezbędników letnich, czyli balsamu brązującego. Od kiedy wiem jak je nakładać dużo częściej po nie sięgam. Nie mówię, że ten akurat produkt to must have, chodzi o sam typ produktu. Zapraszam dalej :)




Balsam dostajemy w typowym dla Lirene opakowaniu o ładnej szafie graficznej. Co mnie najbardziej skusiło do kupna tego produktu to fakt, że pachnie kawą. Otóż nie pachnie kawą, pachnie czymś z domieszką kawy. Kawoholiczki będą zawiedzione niestety. Moja wersja to ta do jasnej karnacji. Jako bladzioch wspomagam się takimi produktami, bo czuję się bardziej pewna siebie jak odsłaniam nogi.

Konsystencja oczywiście jak balsam. Nie przecieka przez palce, dobrze się rozsmarowuje, a także dobrze wchłania. Jest tylko jedna zależność, efekt jaki osiągniecie zależy od ilości wylanego produktu. Jeśli potrzebujecie, żeby był mocniejszy to musicie wsmarować więcej i potrzebujecie dużo cierpliwości, żeby go wsmarować, ba sprawa wtedy już nie jest taka prosta, mi to czasem zajmowało ok. 5 minut na jedną nogę, ale za to efekt rano był bardziej satysfakcjonujący.

Co mi się bardzo podoba w tym balsamie to to, że wygląda niezwykle naturalnie na skórze. Nie musicie się martwić o jakieś zacieki jeśli go dobrze rozsmarujecie. Przynajmniej mi się nie zdarzyło ich mieć, a czasem są takie miejsca, których nie smarujemy i tam gdzie skończymy w ogóle tego nie widać. Przy Ziaji, którą wcześniej używałam niestety tak jest. Dlatego Lirene ma tutaj duży plus. Ale niestety ma też minus i to kluczowy. Balsam najdłużej wytrzymuje na skórze do dwóch dni, co dla takiego lenia jak ja jest mało przekonujące do kolejnego zakupu.

Możecie go dostać w drogeriach za ok.15 zł, teraz często widziałam go w promocji, albo tę wersję ciemniejszą.

A Wy korzystacie z balsamów brązujących latem? Czy nie przeszkadza Wam bladość i bez problemu pokazujecie nogi czy są blade czy nie? Polecacie jakiś balsam?
Buziaki! :*

piątek, 10 lipca 2015

Piątkowy przegląd filmowy #10

Witajcie! :)
Jak wakacje? Jestem po pierwszym tygodniu praktyk i jak na razie jestem delikatnie zestresowana, ale mam nadzieję, że jak najszybciej mi to przejdzie. Zamówiłam kilka rzeczy, które mam nadzieję, że szybko do mnie przyjdą. Już niedługo powinnam zabrać się do pisania pracy licencjackiej, ale jakoś czarno to widzę. Od października zaczynam drugie studia - iberystykę. Mam nadzieję, że mimo wszystko znajdę czas na bloga, ale myślę, że blog będzie mi bardzo potrzebny. 

Dzisiaj mam dla Was 6 filmów, które ostatnio obejrzałam. Nie są to jakieś wielkie produkcje filmowe, raczej filmy, żeby się zrelaksować, odmóżdżyć, trochę pośmiać. Nie miałam ostatnio siły na trudne tematy, więc dzisiaj zapraszam Was na tamie luźne propozycje :)


1. Mój przyjaciel Hachico - mój zdecydowany faworyt z całego dzisiejszego przeglądu. Niesamowicie wzruszająca opowieść, o przyjaźni człowieka z czworonogiem, wierności, lojalności i wielkiej miłości. W dodatku jest to film na faktach, gdzie pies czekał na swojego pana, który niestety miał już nie wrócić. Jeśli nie widziałyście zobaczcie koniecznie.

2. Mad Max: Na drodze gniewu - film zupełnie inny niż reszta zestawienia, gdzie ludzie sami doprowadzili do swojej zagłady, bawią się swoim DNA, a wojna toczy się o paliwo. Tak BTW. wiecie o co ma być globalna wojna kiedyś tam? Zaskoczę Was, bo nie o paliwo tylko o piasek! Wracając do filmu jeśli lubicie kino akcji to myślę, że się nie zawiedziecie. Pościgi, narwane człowiekopodobne istoty, nie wiem jak to inaczej nazwać i chęć znalezienia swojego raju, a w efekcie walka o zmiany i pozbycie się dyktatury. Również polecam.


3. Pożyczony narzeczony -  gdy nie macie nastoju na nic ciężkiego komedie romantyczne są najlepsze. Ta jest prawie oczywista, aczkolwiek zabawna i przewrotna. Do tego Kate Hudson gra w niej, więc dawka humoru gwarantowana. Jeśli szukacie czegoś lekkiego na wieczorny seans to to zdecydowanie jest coś dla Was.

4. Seks w wielkim mieście - i nieśmiertelna Carrie Bradshaw oraz jej przyjaciółki. Co tu dużo pisać, klasyk, o którym mało kto nie słyszał. Zawsze dobry wybór np. na babski wieczór. 



5. Sprinterki - obejrzany z braku laku. Całkiem okej, ale bez szału. Film opowiada o dziewczynie, której całym życiem bieganie. Dostaje się do reprezentacji kraju i biega z najlepszymi. Po drodze dzieje się wiele rzeczy, które uprzykrzają jej życie. Czy ciekawy? W miarę, ale to nie jest film, który da Wam do myślenia, zdecydowanie nie ta bajka.

6. Ted - czy ja ostatnia widziałam ten film? Miś, który dzięki życzeniu i spadającej gwieździe zaczyna żyć i staje się najlepszym przyjacielem swojego właściciela, ale wiadomo jak każde dziecko i on zaczyna dorastać, co się dzieje między nim a Tedem? Same perypetie, zwłaszcza, że pojawiła się kobieta między nimi. Zobaczcie, dawka humoru gwarantowana.

I to już wszystko co mam dla Was na dzisiaj. Postaram się, żeby następny przegląd był bardziej, hm różnorodny? Dzisiaj przeważają komedie, bo ile mogę Was męczyć poważnym tematami. Mam nadzieje, że coś znajdziecie dla siebie :) Może Wy mi coś polecicie?

Buziaki i udanego weekend'u! :*

czwartek, 9 lipca 2015

Full Mellow Fluffy Clouds Body Butter

Witajcie! :)
Dzisiaj nie mam jakoś ochoty się rozpisywać, jutro przy przeglądzie opowiem Wam co i jak. Pamiętam o wszystkim co obiecałam wstawić, problemy techniczne, wybaczcie. A teraz zapraszam Was na recenzję.


W bardzo prostym, aczkolwiek ładnym i estetycznym opakowaniu dostajemy 250 ml lekkiej 'pianki' co ciała. Ma bardzo ciekawą konsystencję. Nigdy się z taką wcześniej nie spotkałam, zresztą poniżej możecie to zobaczyć. Lekka niczym chmurka, ale nie dajcie się zwieść, w trakcie wcierania w ciało zamienia się w olejek. Dlatego to coś naprawdę wyjątkowego.

Pięknie pachnie, tak jak pianki, mniej więcej może troszeczkę arbuzowo. Nie zmienia to faktu, że zapach jest naprawdę przyjemny. Skóra delikatnie pachnie, a cały zapach zostaje na Waszej piżamie. Masło potrzebuje czas, żeby spokojnie się wchłonąć, dlatego zawsze nakładam je na noc. 




Przyznać muszę, że jest bardzo wydajne. Używam i używam, a ono nie chce się skończyć. Jeśli chodzi o działanie to jestem absolutnie zachwycona. Skóra rano jest miękka, a do tego nie klei się, bo całkowicie się wchłania. Doskonale nawilża i odżywia skórę. Pomaga zregenerować skórę, a wszystkie suche miejsca idą w zapomnienie, więc jeśli macie problem z suchą skórą jest to produkt dla Was. Dla tych, które lubią naturalne składniki to jak mogłyście zobaczyć wcześniej nie ma tutaj chemii, a dodatkowo kosmetyk jest ręcznie robiony. Dostępny na stronie internetowej Full Mellow. 

Jestem zadowolona z tego produktu, tylko nie przytulajcie się do ścian, bo tłuste plamy gwarantowane, ale poza tym jest naprawdę genialny.
A Wy znacie firmę? Co sądzicie? Macie swoje ulubione produkty do pielęgnacji?
Buziaki! :*

wtorek, 7 lipca 2015

Douglas Hair, Protein Repair, Intensive Protein Treatment.

Witajcie! :)
Żar lejący się z nieba mnie wykańcza. Nie mam siły kompletnie na nic. Ogólnie jestem osobą, która uwielbia jak jest ciepło, ale to co jest teraz to dla mnie za dużo. Żadnego przeciągu, kompletnie nic. Wracając do dzisiejszego posta to chciałam Was zapytać czy macie ochotę zobaczyć moją aktualizację włosowa? Dawno nie było tego typu postu, a od tego postu minął prawie rok. Dajcie znać co o tym sądzicie?

Dzisiaj o masce, która wydaje mi się być godna uwagi. W tym całym ferworze naturalnej pielęgnacji zapominamy o innych produktach. Nie mówię, że to źle, ale moje włosy, a raczej skóra głowy przestała je tolerować, więc zapraszam.


Maskę otrzymujemy w miękkiej tubie z bardzo małym otworem przez co nakładanie go może być nadzwyczaj kłopotliwe. Staram się mieć trochę więcej cierpliwości i po siłować się z tą tubką. Produkt dostępny jest w perfumeriach Douglas i na stronie internetowej. Kosztuje 45 zł.


Jeśli zwracanie uwagę na składy to cóż, nie jest on powalający, ale mi ta maska krzywdy nie robi, więc nie przeszkadza mi to. Ma bardzo przyjemny zapach i lekką, ale treściwą konsystencję. Produkt w żadnym wypadku mnie nie podrażnił.


Jest to w zasadzie nie maska, a kuracja, co kojarzy mi się z czymś silniej działającym, bardziej odżywczym i faktycznie tak jest. Nie zdarzyło mi się tej maski trzymać dłużej niż dziesięć minut nakładając ją delikatnie na skalp, a także na długość włosów. Efekt był ten sam co po niejednej masce trzymanej przez pół godziny, aż sprawdzę jak zachowuje się przetrzymana dłużej.Włosy są naprawdę odżywione, sprężyste, nawilżone i miękkie w dotyku. Do tego są przyjemnie sypkie i zdecydowanie lepiej się układają. Nie używam tej maski częściej niż raz w tygodniu, bo nie chcę przeproteinować włosów, dlatego też jest niezwykle wydajna. Przekładając cenę na wydajność i działanie jestem bardzo zadowolona z tej maski i bardzo ją Wam polecam.

A Wy czego najchętniej używacie? Macie swoje sprawdzone typy? Piszcie koniecznie :)
Buziaki! :*

piątek, 3 lipca 2015

Bourjois 123 Perfect, CC Cream.

Dzień dobry! :)
Wstałam dzisiaj jak na mnie i na wakacje bardzo wcześnie, bo wspaniali panowie za oknem remontują drogę i robią to także w nocy, za co serdecznie im dziękuję! Tęskniłam za workami pod oczami. Jedyne z czego bardzo się cieszę to to, że pojawiło się prawdziwe lato i ogromnie mnie to cieszy. Wczoraj byłam nad morzem, niestety wiał tak zimny wiatr, że po mimo słońca nie dało się długo wysiedzieć, zmarzłam, aż dziwne. Wróciłam do domu i się dusiłam i teraz też nie powiem, żeby było mi jakoś chłodno, no ale sprzątam pół dnia. Została jedna rzecz, mój pokój, życzcie mi powodzenia.


Dzisiaj o produkcie, który się kocha albo nienawidzi. Zaraz Wam opowiem jak ja się z nim dogaduję, zapraszam na recenzję kremu CC z Bourjois.


W miękkiej tubce zakończonej dziubkiem, z którego strasznie wylewa się produkt i trzeba bardzo uważać, dostajemy 30 ml produktu za cenę ok. 45 - 50 zł (tak sądzę). Kupiłam go w promocji dawno temu za jakieś 33 zł. Pachnie bardzo delikatnie tak nienachalnie co jest dużym plusem, chociaż dla mnie to akurat nie ma większego znaczenia. Kolor jest dla mnie ciężki do określenia, powiedziałabym, że neutralny, ale z drugiej strony widzę trochę pomarańczy i różu, całe szczęście normalnie wygląda na skórze. Mój odcień to 31 Ivory.


Moje pierwsze spotkanie z nim to była jakaś porażka. Wlazł w pory, wyglądał płasko na twarzy, podkreślił wszystkie niedoskonałości. Byłam przerażona i odłożyłam go gdzieś na dno szafy. Jednak podczas tych ostatnich dni kiedy potrzebowałam w czerwcu szybko nałożyć cokolwiek na twarz. Nagle okazało się, że wygląda zdecydowanie lepiej, błyskawicznie się nakłada, delikatnie wyrównuje koloryt, ale nie przykryje niedoskonałości, ale nie mam mu tego za złe, bo to nie jest kryjący podkład. Jednak jest jedno wielkie ALE.. To jak on się świeci po kilku godzinach to jest tragedia. Wygląda jakbym ćwiczyła w pełnym słońcu, a on miał mi spłynąć z twarzy. Dodam, że każdy podkład utrwalam tym samym pudrem, który obecnie używam, czyli ryżowy z Paese. Wygląda tragicznie, a ja nie mam czasu na zerkanie, kiedy właśnie będę miała wielką tłustą plamę na czole. Lubię zdrowy błysk na twarzy, ale to jest przesada i w miejscach, które są do tego 'przeznaczone', np. policzki. Myślę, że dużo zależy od stanu Waszej skóry, jeśli jest odwodniona jak moja czasem bywa to może wyglądać naprawdę okropnie.  Czasem wygląd naprawdę ładnie i zdrowo, ogólnie długo się trzyma, mimo to wydzielanie sebum, że aż mam ochotę go nakładać codziennie. Niestety mimo tego, że całkiem ładnie wygląda na twarzy (nałożony Beauty Blenderem), jest trwały, ma niewielki filtr, ale ma SPF 15 to nie jest to produkt, po który sięgnęłabym ponownie, a szkoda. Zapomniałam dodać, że całe szczęście mnie nie zapchał.


Po lewej jak zwykle zdjęcie bez makijażu, po drugiej z tym kremem i korektorem na twarzy. Będę szukać dalej idealnego kremu/podkładu na lato.

A Wy znacie ten produkt? Co sądzicie? Może macie inne idealne podkłady na lato? Piszcie koniecznie!
Buziaki i udanego weekendu! :*