czwartek, 31 marca 2016

Codzienny makijaż: Wiosna 2016

Dzień dobry! :)
Dzisiaj mam dla Was mój codzienny makijaż, ale taki w wersji extra, ponieważ ostatnio jestem trochę leniwa i nie używam kredki albo zapominam o bronzerze albo o innym kroku. W większości jednak używam tych produktów codziennie. Część z nich chcę zużyć, bo długo już są w mojej kosmetyczce, inne to nowości. Jeśli jesteście ciekawe co zagościło w mojej 'wiosennej kosmetyczce' to zapraszam dalej :)






Wiosną zawsze przestawiam się na delikatniejsze formuły. Bardzo lubię bazę rozświetającą z L'Oreala, ale daje ona bardzo mocny efekt, więc zaczęłam szukać czegoś innego i trafiłam na bazę z Catrice Prime and Fine Beautifying Primer. Jest to baza wyrównująca koloryt, delikatnie rozświetlająca i testuję ją prawie miesiąc, muszę przyznać, że jest fajna, ale więcej napiszę o niej w recenzji, która już się pisze.
Z ciężkich podkładów przerzucam się na te lżejsze, czy też kremy BB, CC. Tym razem w moje ręce wpadł krem BB z Golden Rose, w najjaśniejszym odcieniu. Nie jest to zły produkt, ale ma kilka wad, o których napiszę Wam również niedługo.
Puder Stay Matt z Rimmela możecie wierzyć lub nie, ale dla mnie to nowość, jestem z niego bardzo zadowolona, matuje, ale nie daje efektu płaskiego matu. Korektor natomiast jest bardzo kremowy i chyba zdecydowanie bardziej wolę kamuflaż z Catrice. Pod oczy ląduje korektor Stay Natural Essence, który bardzo polubiłam w ostatnim czasie. 
Bronzer to nieśmiertelna Bahama Mama z theBalm, z którą chyba przyjdzie niedługo mi się rozstać, bo mam wrażenie, że zmieniła kolor. Kombinuję także z innymi bronzerami, ale o tym niedługo przeczytacie na pewno. Dwa nowe produkty kremowe z Golden Rose to Highliting Stick 01 Bright Gold i Blush Stick nr 105 lubię i będę wiosną z nich często korzystać, przekonałam się ponownie to kremowych produktów. 




 

Na oczach jak zwykle ląduje baza z Inglota, która  dla mnie jest rewelacyjna, potrzebowałabym jeszcze takiej, która dawałaby kolor na powiece, ale ta na razie w zupełności spełnia moje oczekiwania.
Do tego moja wysłużona paletka z Inglota, tylko ten okrągły cień jest z Kobo. Używam jej cały czas z wielką przyjemnością na zmianę z innymi paletkami. Numerki to: 395, 157 i Chessnut. Kredka, o której zapomniałam wspomnieć to Maybelline Colorama w zielonym odcieniu. Jeśli chodzi o rzęsy to na oczach gości moja ulubiona maskara Max Factor False Lash Effect Fusion. Daje bardzo ładny efekt podkręconych, delikatnie pogrubionych rzęs.
Na brwiach wylądował cień do brwi z theBalm w najciemniejszej wersji, a do tego Brow Artist Plumper z L'Oreala. Lubię oba produkty i chętnie po nie sięgam. Cień chcę wykończyć, ponieważ mam inne tego typu produkty,
Ostatnim elementem jest szminka, w której kolorze się zakochałam i noszę bardzo często. Jest to Golden Rose Velvet Matt 05 :)





I tak prezentuje się cały makijaż. Jak Wam się podoba? Jakie są Wasze ulubione produkty na wiosnę? Jak wygląda Wasz makijaż?:)

Buziaki! :*

środa, 30 marca 2016

Projekt denko 2 #2016

Witajcie! :)
Właśnie za oknem trwa jakaś potworna ulewa, dodatkowo pada grad, to jakbyście nie miały okien taka informacja pogodowa.. Taki suchar na początek posta. Dzisiaj mam dla Was denko. Jest to chyba jedyny post, który pojawia się regularnie. Mam nadzieję, że uda mi się dodać także ulubieńców, chociaż nie wiem czy mam jakieś inne produkty godne uwagi. Może pojawią się dopiero w przyszłym miesiącu. Jeśli jesteście ciekawe co udało mi się zużyć w marcu to zapraszam dalej :)



Pierwszym produktem jest szampon do włosów InSight, który ma za zadanie odżywiać włosy. Niestety nie polubiliśmy się i większość butelki zużyłam do mycia pędzli do czego całkiem nieźle się spisywał. Dodatkowo ma bardzo dziwny zapach. Obciąża włosy i krótko są po nim świeże. Co innego Balneokosmetyki biosiarczkowy szampon do włosów, o którym pisałam tutaj. Bardzo dobrze myje włosy i łagodzi podrażniony skalp. Podczas jego stosowania nie zauważyłam łupieżu. L'Oreal Elseve został przeze mnie kupiony z konieczności, ponieważ pod koniec ubiegłego roku pofarbowałam włosy. Faktycznie kolor odrobinę mniej się wypłukiwał. Mam jeszcze odżywkę z tej serii, która również niedługo wyląduje w denku. 


Ostatnio polubiłam się bardzo ze zmywaniem makijażu za pomocą olejów, dlatego po długim czasie w denku ląduje olejek do demakijażu Resibo, o którym pisałam tutaj. Bardzo fajny olejek, chociaż jak dla mnie nie nadaje się do demakijażu oczu, natomiast demakijaż twarzy to czysta przyjemność. Kolejnym produktem, który zużyłam to tonik lagodzący z Nivea, bardzo przyjemny, niedrogi produkt, delikatnie łagodzi skórę, ale szału też nie robi, natomiast za swoją cenę jest warty uwagi. Ostatnim produktem jeśli chodzi o pielęgnację twarzy jest krem nawilżający Iwostin Sensitia i o ile na początku się polubiliśmy o tyle ostatniego dnia używania podrażnił mnie. Więcej do dziada przez to na pewno nie wrócę. 


Kolejny żel Pat&Rub wylądował w denku, tym razem w wersji bardziej zimowej z karmelem. Bardzo przyjemne są te żele i niesamowicie wydajne, nie trzeba wiele a bardzo dobrze się pienią mimo braku silnych detergentów. Do tej wersji raczej nie wrócę, bo pod koniec trochę męczy mnie zapach, ale bardzo chętnie sięgnęłabym jeszcze raz po wersję hipoalergiczną. Nie wiem czy żele do higieny intymnej się pokazuje czy nie, ale od tego denka zacznę Wam je pokazywać. Zużyłam płyn AA Intymna, który był bardzo przyjemny, miał taki delikatny odświeżający zapach i nie podrażniał mnie, co czasem się zdarza przy Lactcydzie. Polecacie jakieś inne żele? Olejek TBS z serii Oils of Life to istne CUDO! Pachnie przepięknie, relaksująco, zmysłowo, delikatnie. Oczywiście bardzo dobrze nawilża, tylko cena jest odstraszająca, ale muszę przyznać, że jest bardziej wydajne niż inne olejki jakie miałam. Z chęcią do niego wrócę jak tylko zmniejszę zapasy i będę miała dodatkowy zastrzyk gotówki. Pianka do mycia ciała Organique to bardzo miła odmiana dla tradycyjnych żeli. Przyjemny produkt aczkolwiek myślę, że zdecydowanie bardziej wolę te cukrowe. Masło do ciała Pat&Rub w  mojej ulubionej wersji zapachowej szczerze mówiąc było takie sobie. Przekładając cenę na nawilżenie lepiej jest się zainteresować masłami z TBS. Więcej do niego nie wrócę.


Ostatnie już produkty w tym miesiącu to po pierwsze moja ulubiona maskara Maybelline Lash Senstaional, jeśli chcecie o niej więcej poczytać to zapraszam tutaj. Kolejnym produktem, którego do końca nie zużyłam, ale rozstaję się bez żalu to kamuflaż z Catrice, o którym pisałam tutaj. Jest okropny i więcej do niego nie wrócę. Kolejny średnio udany produkt to Essence Make Me Brow, może jak na swoją cenę jest całkiem okej, ale jak dla mnie dje za mało koloru i za słabo utrwala, zdecydowanie wolę Gimme Brow Benefitu. Ostatnim już produktem jest masakra L'Oreal Mega Volume Miss Manga, która trochę skleja rzęsy, ale też fajnie pogrubia, niestety osypuje się a dla mnie  to od razu dyskwalifikuje maskarę do użycia. 

A jak tam Wasze zużycia? Znacie coś z moich? Może polecacie coś do testów? 
Buziaki! :*

niedziela, 20 marca 2016

Wibo, paletka Smoky Edition GONUDE (swatche + makijaż)

Witajcie! :)
Dzisiaj mam dla Was smaczek z Rossmanna, chyba dopiero co wyszła ta paletka, bo wcześniej jej nie widziałam. Podeszłam do niej jak pies do jeża, bo nie było możliwości 'pomacać' jej i nie byłam pewna czy w ogóle ją brać. Ostatecznie wyszłam z paletką i dzisiaj ją Wam zaprezentuję. Nie będzie to recenzja, ponieważ używałam jej dopiero 2-3 razy, ale chcę Wam dzisiaj pokazać swatche i makijaż. Nie jestem jakąś mistrzynią w malowaniu, więc nie będzie on jakiś wymyślny, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zapraszam dalej.











Ciężko jest nie zauważyć podobieństwo do nowej palety Urban Decay Smoky, która tak na marginesie bardzo mi się podoba i myślałam o jej zakupie, ale na razie się wstrzymam. Nie znam jakości cieni palet Naked, słyszałam tylko że albo się je kocha albo nienawidzi.
Nie mogłam się powstrzymać i zaraz po jej zakupie musiałam otworzyć i sprawdzić pigmentację. Jak widzicie na zdjęciach pigmentacja jest całkiem niezła. Swatche zrobione są bez bazy pod cienie, jednak do makijażu jej użyłam, bo zawsze to robię. Ostatnio mam problem z wszystkimi cieniami i bez niej ani rusz. 

Bardzo podoba mi się kolorystyka. Mamy 4 cienie matowe i 8 błyszczących. Tą paletą jesteśmy w stanie wykonać praktycznie każdy makijaż jaki sobie wymyślimy: wieczorowy, dzienny, nawet nude jakby się uprzeć. Cienie nie zbierają się w załamaniach powiek, nie blakną w ciągu dnia i całkiem nieźle się trzymają. 



Cienie bardzo ładnie się ze sobą łączą i rozcierają. Nie ma czegoś takiego, że zrobicie sobie plamy. Łatwo wszystko naprawić i myślę, że dla osób początkujących ta paleta jest jak znalazł. Trzeba jednak mieć do niej trochę cierpliwości, bo budowanie intensywności cieni trochę trwa. Przy rozcieraniu niestety tracą na intensywności. 

Mam dwa zarzuty do tej palety. Po pierwsze najjaśniejszy cień jak dla mnie jest po prostu kiepski. Kredowy, słabo napigmentowany, musiałam wspomagać się innym cieniem. Dodatkowo świecące cienie troszkę mogą się osypać dlatego makijaż twarzy zrobiłam później, a najpierw zajęłam się oczami. 

Paleta kosztuje 34,90 zł i dostaniecie ją w szafach Wibo w Rossmanie. Powiem, że jestem zadowolona z tej palety i chętnie sprawdzę inne nowości z Wibo, zwłaszcza kuszą mnie te do ust.





Pozostałe kosmetyki użyte do makijażu:

Twarz:
Baza Catrice Prime and Fine Beautifying Primer 
Podkład L'Oreal True Match 2N + MUR The One Foundation biały
Korektor Bourjois Helthy Mix 1 + Essence Stay Natural 03
Puder Rimmel Stay Matte 001 Transparent
Golden Rose Mineral Terracotta Powder 04
Róż Smart Girls Get More Rumenilo
Rozświetlacz MySecret Face Illuminator Powder

Oczy:
Tusz Max Factor Fusion False Lash Effect
MUFE Aqua Brow 25 + theBalm Brow Pow Dark Brown
L'Oreal Brow Artist Plumper Medium/Dark

Usta:
Golden Rose Velvet Matte nr 31



A Wy co myślcie o tej palecie? Podoba Wam się? Co sądzicie o makijażu? 
Buziaki i udanego tygodnia! :*

czwartek, 10 marca 2016

Catrice Liquid Camuflage, High Coverage Concealer

Dzień dobry kochane! :)
Zapewne jak będziecie to czytać będę na uczelni. Stwierdziłam, że muszę napisać posty na zapas, skorzystać z odrobiny czasu, którego w zasadzie nie mam, ale jestem na tyle zmęczona, bo nie śpię od tygodnia, że pisanie postów jest jedną z niewielu rzeczy, przy których muszę myśleć, ale myślenie nie jest męczące. 

Dzisiaj o produkcie, który jest teraz bardzo rozsławiony, ale u mnie w ogóle się nie sprawdził. Chcecie wiedzieć dlaczego? Zapraszam na recenzję.


OD PRODUCENTA:

Catrice korektor w płynie oferuje optymalne krycie i pielęgnację. Płynny korektor jest mocno napigmentowany, wodoodporny i trwały. Zaopatrzony w praktyczny aplikator, jest łatwy w użyciu. 


Korektor w postaci błyszczyka z typowym błyszczykowym aplikatorem. Bardzo łatwo zaaplikować go w wybrane miejsce, warto odczekać chwilę, żeby krycie było lepsze. W tym momencie jest bardzo ciężko dostępny, swój egzemplarz kupiłam na Mintishop już jakiś czas temu, byłam bardzo ciekawa czy faktycznie jest taki dobry jak wszyscy mówią i piszą. 



Konsystencja jest bardzo przyjemna i kremowa, natomiast jeśli chodzi o kolor to już gorzej. Mam odcień 010 Porcelain, ten lekko różowy. Niestety u mnie ciemnieje jak żaden produkt od długiego czasu. Dodatkowo krycie szczerze mówiąc nie powala. Mam sińce pod oczami, ale też nie są one jakoś bardzo drastyczne. Powiedziałabym, że średnie krycie byłoby zadowalające. Niestety przez to, że bardzo wysusza mi skórę pod oczami wydaje się jakbym w ogóle nie kładła korektora pod oczy, dodatkowo zbiera się w załamaniach, już nie wspomnę o tym, że wygląda na pomarańczowy. 


Szczerze mówiąc dla mnie to bubel, bo na wypryski też się nie nadaje. W ogóle nie chce kryć, nie wiem czy jakąś inną mam twarz czy co, ale w ogóle się nie dogadujemy. Dużo bardziej wolę wersję w słoiczku. 



Miałyście go? Jak się u Was sprawdza? Jesteście zadowolone czy wręcz przeciwnie?

Buziaki! :*

wtorek, 8 marca 2016

Nowości kosmetyczne 1 # 2016

Dobry wieczór moje drogie!
Mam nadzieję, że nasze święto spędzacie bądź spędziłyście wspaniale. Chciałam Wam jeszcze życzyć wiele uśmiechu i mało trosk :)
Czas na post z nowościami, bo dawno się taki nie pojawił, a mi nowości się trochę uzbierało. Mam nową strategię przechowywania nowości, odkładam je do koszyka, bo jak włożę do szuflady z kosmetykami to wtedy koniec, będę używać, ale zapomnę, że Wam ich nie pokazywałam, więc zapraszam na nowości.



Pierwsze to zakupy z GR, do którego bardzo często zaglądam. Cały czas znajduję coś nowego i fajnego do przetestowania. Tym razem skusiłam się na krem BB w najjaśniejszym odcieniu, który jak na razie sprawdza się okej. Kupiłam też złoty liner, a także róż w sztyfcie, a w zasadzie w kremie w odcieniu 105. Szykuję dla Was makijaż, więc z pewnością zobaczycie wszystko w akcji. Jak zawsze musiałam skusić się na konturówkę, tym razem o numerze 524 z serii Dream Lips. 


Nie mogło zabraknąć moich ulubionych szminek, a przybyło ich aż cztery. Od lewej do prawej podaję numery: 23, 28, 31 i 19. Są rewelacyjne i bardzo często po nie sięgam. 


Odwiedziłam też Sephorę i tak chodziłam za tą bazą wygładzającą Under(cover) z Marc'a Jacobs'ai ostatecznie wzięłam ją, jak na razie jestem zadowolona, ale czy jest warta tej zawrotnej sumy to jeszcze nie wiem. Dorzuciłam także maskę matująco - oczyszczającą z Sephory, o której bardzo głośno, porównuje się ją do białej maski z GlamGlow, która jest 3 razy droższa.. Jak na razie jest fajna, ale jeszcze Wam o niej napiszę za jakiś czas. 


Zakupy z Super-Pharm skromne, bo mam tylko oczyszczającą maskę z Auriga, o której w zasadzie zapomniałam i teraz tak zabieram się do niej jak pies do jeża, bo ma bardzo mocny zapach, czuć w niej niestety alkohol. Kolejne dwa produkty to zakupy z dzisiaj. Była obniżka -50% na niektóre marki i tak wpadł do koszyka L'Oreal True Match w odcieniu N2 Vanilla, zobaczymy czy faktycznie jest taki dobry jak mówią. To moje pierwsze spotkanie z pudrem Rimmel Stay Matt, ale jak na razie jestem zadowolona, bo mam go na twarzy jakieś 3 godziny i nie mam żadnej podkreślonej skórki, a to dobrze dla niego rokuje :D


Zakupy z Natury, jak widać nie poszalałam. Dwa produkty ze Smart Girls Get More, czyli puder i róż, nie używałam ich jeszcze, czekają grzecznie na swoją kolej. Potem baza z Catrice Prime and Fine w różowej tubce, jeszcze nie wiem co o niej sądzić, na pewno dam Wam znać. Korektor Essence Stay Natural może zastąpić mój ulubiony korektor z L'Oreal, jak na razie bardzo mi się podoba. Ostatnia rzecz to paletka Sensique w numerze 110 Smoky Brown, po pigmentacji muszę stwierdzić, że zapowiada się naprawdę dobrze. 


Dwa pierwsze produkty to rzeczy z wymianą z moją mamą, bo ja oddałam jej krem pod oczy z Yonelle, który dla mnie na razie jest za mocny, ale już wiem, że za jakiś czas będzie fantastyczny. Dostałam krem pod oczy Organique z seri dyniowej i olej kokosowy. Woda lawendowa z Avebio wylądowała w koszyku podczas jakiś zakupów na Mintishop. Jeszcze jej nie używałam, dzielnie czeka na swoją kolej. 

I to już wszystko. Znacie coś? Jesteście czegoś ciekawe?
Buziaki! :*

poniedziałek, 7 marca 2016

Balneokosmetyki, biosiarczkowy szampon przeciwłojotokowy i przeciwłupieżowy

Witajcie! :)
Mam nadzieję, że weekend mija Wam dobrze i spokojnie. Dzisiaj jest drugi dzień jak próbuję się zebrać do nauki. Jakoś ten semestr wypada pracowicie w porównaniu do poprzedniego. Już myślę o egzaminie z języka z całego roku, ale jak na razie jestem pozytywnie nastawiona. Nie ma co się załamywać na samym początku, bo potem będzie tylko gorzej. Muszę tylko spiąć pośladki i działać. Mam nadzieję, że macie podobnie i damy sobie wszystkie ze wszystkim radę.

Dzisiaj trochę o włosach, bo jeśli chodzi o tę tematykę to jest bardzo przeze mnie zaniedbana, ale to dlatego, że nie robię teraz nic z włosami. Nie farbuje, nie olejuje, nie mam tak wielu produktów. Chyba, że chcecie zobaczyć taką moją podstawową pielęgnację to mogę przygotować taki post, ale nie będzie tam nic zaskakującego. Przejdźmy do recenzji.


OD PRODUCENTA:

Biosiarczkowy szampon przeciwłojotokowy i przeciwłupieżowy do włosów tłustych polecany do mycia i pielęgnacji włosów tłustych, z łupieżem i z problemami łojotokowymi.
Specjalnie opracowana, oryginalna receptura doskonale wpływa na włosy i skórę głowy. Dzięki dużej zawartości biologicznie aktywnej siarki, roślinnego kwasu salicylowego, mydlnicy lekarskiej i octopiroksu zmniejsza łojotok oraz skłonność do łupieżu. Zapobiega nadmiernemu łuszczeniu się skóry, a także likwiduje jej swędzenie. Dodatkowo doskonale przyswajalne minerały zawarte w borowinie oraz w wysokozmineralizowanej wodzie siarczkowej pobudzają metabolizm komórkowy, wzmacniają i poprawiają odżywienie cebulek włosowych, zmniejszając skłonność do wypadania włosów.
Dzięki regularnemu stosowaniu przetłuszczające się włosy stają się mocne, sprężyste i lśniące, zmniejsza się ich przetłuszczenie, a skóra głowy jest dokładnie oczyszczona z łoju, zanieczyszczeń i łupieżu.
Substancje aktywne:

  • najsilniejsza na świecie woda siarczkowa - Bardzo silnie zmineralizowana woda lecznicza o wyjątkowo wysokiej zawartości bioaktywnej siarki oraz innych mikro i makroelementów takich jaki: sód, wapń, magnez, potas, chlor, brom, jod.
  • octopirox - Substancja czynna będąca kompleksem soli organicznych o aktywnym działaniu przeciwgrzybiczym. Skutecznie likwiduje łupież i zapobiega jego powstawaniu oraz chroni przed nadmiernym łuszczeniem się skóry głowy.
  •  termoaktywna borowina - Biologicznie czynny rodzaj torfu. Zawarte w niej kwasy organiczne i sole nadają jej właściwości przeciwzapalne, ściągające, rozgrzewające i bakteriobójcze.
  •  kora białej wierzby - Zawiera kwas salicylowy, który złuszcza, przyspiesza odnowę naskórka i działa antybakteryjnie.
  • mydlnica lekarska - Oczyszcza, łagodzi i koi podrażnienia oraz przyspiesza proces gojenia. Nadaje włosom puszystość, połysk, przeciwdziała przetłuszczaniu, łupieżowi i wzmacnia cebulki włosów.




Jest to moje pierwsze spotkanie z marką Balneokosmetyki, ale myślę, że nie ostatnie. Być może za jakiś czas, bliżej lata sięgnę po serię malinową, być może lepiej mi się sprawdzi niż moja ulubiona malinowa seria z The Body Shop. Produkt dostajemy w butelce o pojemności 150 ml. Dostępny w sprzedaży jest tylko online za 29,90 zł. Jak dla mnie jest to cena szamponu kupowanego w aptece, więc nie jest najgorzej. 

Kiedyś szukałam nowego szamponu i przez przypadek natknęłam się na ten. Zaczęłam czytać komentarze na stronie, gdzie wypowiadali się nawet panowie i stwierdziłam, że warto zaryzykować i zobaczyć co w nim jest takiego super. Mam bardzo problematyczną skórę głowy. Niektóre szampony wywołują swąd, inne łupież, a jeszcze kolejne je przetłuszczają. Bardzo ciężko dogodzić i skalpowi i włosom. Ten szampon muszę przyznać, że dawał radę. Niestety przy mojej długości włosów, bo nie pienił się jakoś super, musiałam nałożyć go sporo, czekałam 2-3 minuty i myłam głowę. Ma przyjemny, lekko cytrusowy zapach, to pewnie sprawka olejku z grejpfruta, który w sobie posiada.  

Skóra głowy była dobrze oczyszczona i ukojona. Nic mnie nie swędziało i nie pojawiły się żadne strupki. Włosy były miękkie, odbite od nasady, ale jestem szczęściarą, bo moje włosy mają delikatną objętość o umyciu. Dobrze się układają i są lejące. Szampon zdecydowanie im służył. Włosy u mnie do mycia standardowo nadawały się po dwóch dniach. Nie miał wpływu na ich przetłuszczanie. Nie wyskoczył mi po nim łupież, wręcz przeciwnie, skóra była bardzo czysta. Jedyne co mnie dziwi to brak przedłużenia świeżości, w końcu jest to szampon skierowany także dla ludzi z łojotokiem, ale być może za rzadko, go stosowałam, żeby mógł na mnie podziałać.


Z pewnością jeszcze do niego wrócę.

A może Wy polecacie jakiś szampon delikatny dla skóry głowy? Co sądzicie o tym?
Buziaki! :*

wtorek, 1 marca 2016

Denko 1 # 2016

Cześć, witajcie! :)
Mam nadzieję, że macie dobry początek tygodnia. Ja właśnie siadam i zabieram się za pierwsze denko w tym roku. Wstyd się przyznać, ale zużywanie w ostatnich miesiącach idzie mi kiepsko. Myślę, że w przyszłym miesiącu będzie lepiej, bo pojawi się pewnie dużo rzeczy do włosów (w końcu), ale nie mówię, bo może być różnie, a teraz zapraszam Was na denko.


Jak zwykle jeśli chodzi o włosy nie poszło mi jakoś spektakularnie. Pierwsze co wpadło do denka to suchy szampon Batiste, który zawsze ratuje mnie w kryzysowych sytuacjach. Tym razem wersja do włosów ciemnych, w sumie fajna, bo nie musiałam męczyć się z wyczesywaniem białego osadu z włosów, a z drugiej strony nie widzę żadnej różnicy między podstawowymi wersjami. Drugim produktem jest szampon TBS Rainforest Shine, z którego byłam średnio zadowolona, jeśli będziecie miały okazję spróbować tych szamponów to zdecydowanie bardziej polecam wersję Rainforest Volume, która dużo lepiej się sprawdza, ta za bardzo obciąża włoy. Pierwszego dnia są piękne, drugiego już nadają się tylko do mycia.


Jeśli chodzi o pielęgnację ciała to również nie poszło mi jakoś wybitnie. Pierwszym produktem jest peeling YR, który zdecydowanie nie nadawał się do takiego normalnego mocnego peelingu, raczej stosowałabym go do normalnego mycia ciała. Kolejnym produktem jest żel pod prysznic Born to Bio o zapachu orientalno - arganowym. Zapach jest okropny, przynajmniej dla mnie, osoby, która takich zapachów unika nawet na zimę, zużyłam bardzo szybko, mył bo był, ale szału nie zrobił, więc nie polecam. Peeling cukrowy z Nacomi znalazłam w Chillboxie, jestem z niego bardzo zadowolona, bardzo fajny zdzierak, bez parafiny w składzie, przyjemnie wygładza  ujędrnia,  Ostatni produkt do ciała to olejek otulający z Pat&Rub, który bardzo przypadł mi do gustu po porannym prysznicu, dobrze nawilża, szybko się wchłania, ale zdecydowanie bardziej wolę wersję hypoalergiczną.


Pierwszym produktem do twarzy jest emulsja granatowa z Alterry do demakijażu, do którego się nie nadaje, ale jako drugie mycie lub rano jak najbardziej polecam. Tani produkt, całkiem nieźle myje, przyjemnie pachnie, czego chcieć więcej? Kolejny jest płyn złuszczający Clinique, o którym więcej możecie poczytać tutaj. Z pewnością jeszcze do niego wrócę. Tonik Iwostin Sensitia bardzo polecam, delikatnie oczyszcza i tonizuje skórę, nie podrażnia skóry. Natomiast płyn micelarny to nic nadzwyczajnego, z oczami absolutnie sobie nie radzi, a do twarzy i tak w większości używam olejków. Jeśli chodzi o płyn micelarny GoCranberry to jestem zadowolona, dobrze zmywał makijaż oczu i ust, niestety trochę śmierdział i nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.


Kolejne zużyte opakowanie korektora Eveline chyba mówi samo za siebie. Zapraszam Was na szerszą recenzję. Jeszcze będę do niego wracać, w przeciwieństwie do podkładu z Clarins, który na lato absolutnie się nie nadaje, za to całkiem ładnie wygląda jak już zrobi się chłodniej, więcej o ni przeczytacie tutaj.


Złuszczająca maska do stóp faktycznie działa, po kilku dniach skóra na stopach zaczyna się łuszczyć, fakt nie wygląda to zbyt apetycznie, ale mam nadzieję, że efekt się długo utrzyma. Kolejnym produktem są płatki kolagenowe dostępne w Super-Pharm, zawsze staram się mieć jakieś w lodówce, te były okej, często po nie sięgam, za każdym razem po wersję jaka akurat jest, bo bardzo często są wyprzedane. No i trzy miniaturki jakie udało mi się zużyć, pierwsza to TBS Nutriganics tonik, który był bardzo wydajny. Starczył mi na kilka podróży, bo to taka rzecz, którą zabierałam, jak wyjeżdżałam na krótki czas. Krem L'Occitane z serii z nieśmiertelnkiem był bardzo wydajny i fantastycznie odżywiał, żałuję, że jest taki drogi, bo pewnie bym się na niego zgłosiła. Na koniec miniaturka żelu, który bardzo ładnie pachniał a mowa o serii z rabarbarem. Jest fajny, ale wiecie życie bez niego też jest okej.

I to już wszystkie śmieci z dwóch miesięcy. Jakoś mało tego, ale w przyszłym miesiącu postaram się o więcej i myślę, że będzie ich znacznie więcej. A jak Wasze zużycia? Znacie coś z moich? Może mam coś przetestować?
Buziaki! :*