środa, 22 czerwca 2016

Wibo Juicy Color Lipstick

Witajcie! :)
Dawno mnie tutaj nie było, ale wiecie sesja i zaliczenia pełną parą. Do tego dużo się ostatnio działo, za to w lipcu powinnam już być częściej i myślę, że zrobię dla Was taki post z makijażem na wesele i inne tego typu imprezy, bo jest teraz sezon, sama szukam inspiracji i podejrzewam, że Wy także, więc może chcecie coś takiego zobaczyć. A może chcecie zobaczyć post z pomadkami dziennymi? Pytam, bo jest to dość pracochłonne przy moich zbiorach, a nie wiem czy chciałybyście, bo jeśli tak to z przyjemnością coś takiego zrobię :)

Dzisiaj o produkcie, a w zasadzie o produktach, które miałam nadzieję, że będą dobrą opcją na lato, kiedy się spieszycie i chcecie szybko nałożyć coś na usta, żeby je nawilżyć i żeby właśnie były takie soczyste, a mowa o Wibo Juicy Lips. Czy się sprawdziły? Zapraszam dalej.

OD PRODUCENTA:

Pomadka i balsam do ust 2w1. Doskonale kremowa pomadka do ust w soczystych kolorach, nie tylko doskonale kryje, ale również nawilża usta. Dzięki zawartości masła shea pozostają one na długo nawilżone. Zapobiega pierzchnięciu ust i gwarantuje trwały kolor na długie godziny.


Wibo Juicy Lips dostępne są w 6 kolorach, więc wybór jest całkiem w porządku. Ja wybrałam 3 podczas promocji w Rossmannie i zapłaciłam za nie ok. 6 zł za jedną. Normalnie kosztują 11,67 zł więc niedrogo. Od lewej do prawej moje kolory to: 2,1 i 5. Kupiłam je, bo była to nowość i byłam ciekawa czy może nie będą podobne to wycofanych pomadek Wibo Eliksir. Opakowanie przyciąga uwagę i bardzo mi się podoba, zresztą zobaczcie jakie są fotogeniczne z tymi 'złotymi' zakrętkami i smukłymi opakowaniami. Oczywiście wykonane są z plastiku, ale zamykają się bardzo porządnie na 'klik'.


Jeśli chodzi o aplikację to kształt w przypadku jaśniejszych kolorów nie ma na nią żadnego wpływu, ale jeśli chodzi o tą przepiękną czerwień to trochę ciężko jest osiągnąć pożądany kształt bez konturówki, jest to oczywiście możliwe, ale trzeba zdecydowanie bardziej uważać. Pomadki nie mają zapachu, co akurat mi nie przeszkadza, ale zawsze jest to jakiś fajny dodatek dopóki nie śmierdzą jak Bourjois REV (dramat). 




Pigmentacja powiedziałabym, że jest w porządku, zaskoczyła mnie natomiast czerwień, która ma rewelacyjne krycie. Jeśli chodzi o ich wygląd na ustach to wszystko zależy od tego jakie macie je naturalnie. Jeśli macie takie usta jak ja, czyli z dużą ilością załamań to jaśniejsze kolory mogą brzydko wyglądać, ale wystarczy je przyklepać palcami i wszystko jest w porządku. Co do ciemnego to nie jest to widoczne absolutnie po aplikacji. Niestety różowy kolor wyciąga żółty kolor zębów, więc unikałabym go. 

Co do zjadania się to jest natomiast na odwrót, bo dużo ładniej zjadają się jasne kolory, natomiast ciemny.. Dramat, z górnej wargi się nie zjada, a na dolnej wygląda jak góry i doliny. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle nawilżają usta. Komfortowo się je nosi, ale nie jest to taki produkt, żebym Wam powiedziała: Biegnijcie do drogerii, bo to hit. Co to to nie. Zdecydowanie bardziej wolałam Eliksiry, wielka szkoda, że je wycofali. Czytałam też, że są niewydajne. Na ten temat się nie mogę za bardzo wypowiedzieć, ale w nr 2, który używałam najczęściej już jakiś ubytek widzę, więc chyba coś w tym jest. 







Za jakiś czas pojawi się post z makijażem czerwca, ale będzie on trochę długi, bo w zależności od dnia malowałam się na dwa sposoby. 

A Wy co myślicie o tych pomadkach? Jak Wam się podobają? Macie? Lubicie? Nie lubicie? Piszcie koniecznie :)
Buziaki! :*

sobota, 11 czerwca 2016

SKIN79 VIP Gold Super+ BB Cream

Witajcie! :)
Ochrona, ochrona i jeszcze raz ochrona. To coś na co stawiam bardzo mocno tego lata. Dzięki temu na pewno pojaw się kilka recenzji produktów do brązowienia ciała a także bronzerów, bo z pewnością będę ich szukać i próbować coraz to nowsze. Jeśli macie w tych kategoriach swoich ulubieńców to również chętnie poczytam :)

Dzisiaj o produkcie, o którym swego czasu bardzo dużo się mówiło, a mianowicie o kremie BB. Pamiętam swoje początki w blogosferze to właśnie był szał na kosmetyki azjatyckie, ale wtedy trzeba było je jeszcze sprowadzać, a teraz już są dużo lepiej dostępne online i z tego co wiem, niektóre mają firmy mają pojedyncze sklepy stacjonarne. Krem BB ma nam zapewniać przede wszystkim wyrównanie kolorytu i ochronę przed słońcem, jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził ten, który ja używam to zapraszam dalej :)

OD PRODUCENTA:

SKIN79 VIP Gold Super Plus BB Cream
3-funkcyjny krem BB o przyjemnej gładkiej teksturze i odżywczej formule.

Przeznaczony dla cery poszarzałej, suchej i zniszczonej.

Dostarcza skórze nawilżenia i zatrzymuje wysoki poziom wilgotności.
Adenozyna oraz koenzym Q10 poprawią elastyczność skóry.
Podwyższony filtr SPF30 chroni skórę przed promieniowaniem.




Zawsze podobały mi się te opakowania, takie niestandardowe puszki, które zawierają 40 g produktu. Wyglądają bardzo ciekawie na toaletce. Jedno zastrzeżenie mam do atomizera, bo czasem potrafi dosłownie pluć produktem. Jedna pompka wystarczy, żeby pokryć całą twarz, ale ja czasami wyciskam jeszcze trochę i dodaję w pojedyncze miejsca. Rozprowadza się go jak krem i może właśnie dzięki temu nie pozostawia smug na twarzy co jest ogromnym plusem. Produkt nie ma zapachu, przynajmniej ja nic nie czuję za bardzo. 


Jeśli chodzi o kolor to fakt jest trochę szarawy jak większość kremów BB, ale muszę przyznać, że bardzo ładnie dopasowuje się do koloru skóry, fakt dobrze jest go rozprowadzić trochę na szyję, bo jest delikatnie ciemny, ale po blendowaniu wszystko się wyrównuje i nic się nie odcina. Krycie ma całkiem przyzwoite, nazwałabym je czymś między małym a średnim. Zostawia bardzo ładne, zdrowe, świetliste wykończenie, co na pewno spodoba się skórom suchym. Dla mnie zdecydowanie trzeba go przypudrować, bo szybko zacząłby się niezdrowo świecić, a tak ten blask jest jednak kontrolowany. Przy mojej mieszanej skórze trzeba go po 3-4 godzinach przypudrować, ale jeszcze nie ma tragedii. Podoba mi się jak wygląda, całkiem nieźle utrzymuje inne produkty, zwłaszcza rozświetlacz, a tutaj jestem pod wrażeniem, bo zwykle właśnie on najszybciej znika z twarzy. 


Jego trwałość określiłabym jako dobrą, nie jest długotrwały, ale wytrzyma spokojnie ok. 10 godzin na twarzy, a później można go dołożyć albo poprawić korektorem i przypudrować. Całkiem przyjemnie nawilża, nie wchodzi w pory, skóra wydaje się być wygładzona. Zawiera filtr ochronny SPF 30, co o tej porze roku jest bardzo pożądane nie tylko w kremach, ale i w innych produktach.



Moim zdaniem jest to naprawdę przyzwoity produkt, którym warto się zainteresować. Opakowanie kosztuje ok. 100 zł. Fakt jest to drogo, ale jest to też produkt wydajny, więc na wiosnę/lato warto się mu przyjrzeć bliżej. Zdecydowanie bardziej polecam dla skóry suchej, ale przy mieszanej też powinien się sprawdzić, u mnie działa. Tylko odradzałabym go cerom tłustym i tym, którzy szukają naprawdę dobrego krycia, wtedy będą to pieniądze wyrzucone w błoto.

Znacie te kremy BB? Może polecacie jakieś inne? Piszcie koniecznie! :)
Buziaki! :*

środa, 8 czerwca 2016

Marc Jacobs Invisible Under(cover) Face Primer

Dzień dobry! :)
Jak Wam mija środek tygodnia? U mnie wydaje się być w porządku. Dużo zaliczeń, nauki, ale daję radę i nie narzekam. Za to moja skóra to co innego. Od jakiegoś czasu woła o mocne nawilżenie, co oczywiście staram się jej zapewnić. Dużo się mówi ostatnio o bazach, które w swoim składzie mają wodę kokosową i o jednej dzisiaj Wam opowiem. Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam dalej. 


Bazę dostajemy w opakowaniu, które mi trochę przypomina pocisk, nie mniej sam design Marc Jacbos Beauty bardzo trafia w mój gust i jeszcze kilka kosmetyków kusi mnie, żeby ich spróbować, poza tym opinie mają całkiem dobre, więc jak to ciekawska kobieta chcę się przekonać. Opakowanie zawiera 30 ml produktu. Pompka działa bez zarzutu i można bez problemu dozować dla siebie odpowiednią ilość produktu. Dla mnie to zazwyczaj jest jedna pompka. 



Baza bardzo wygładza skórę. Muszę jednak zaznaczyć, że nie zmniejsza porów, ale nie takie jest jej zadanie. Bardzo ładnie nawilża skórę, a podkład sunie po niej bez żadnego problemu, z niektórymi jak np. Revlon Colorstay dzięki niej dużo łatwiej się pracuje. Dodatkowo ostatnio tenże podkład miałam od 11:00 na twarzy, a zmywając o 23:00 praktycznie się nie świecił, to jest 12 godzin! Użyłam tej bazy pod niego, a ja z tym podkładem to mam takie love/hate. Na początku nie widziałam jakiegoś szczególnego przedłużenia trwałości, ale mam wrażenie, że właśnie największą różnicę widać przy tych długotrwałych podkładach, które mogą wysuszać skórę i przez to zwiększać produkcję sebum. Jednak bez dobrej pielęgnacji skóry ona Wam nie pomoże. Jeśli skóra jest bardzo wysuszona, niezadbana to nawet najdroższa baza czy podkład tego nie ukryją. 


Ma bardzo lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. W żadnym wypadku nie zauważyłam, żeby powodował wysyp na skórze. Zostawia skórę delikatnie świetlistą, co na pewno spodoba się posiadaczkom skóry suchej i tym z Was, które nie stronią od rozświetlania. Według mnie jest to bardzo dobry produkt warty uwagi. Słyszałam, że baza Hangover z Too Faced jest lepsza, nie wiem, na pewno to za jakiś czas sprawdzę. Póki co ta mi się doskonale sprawda i będę dalej z przyjemnością jej używać. 



Kosztuje 169 zł i jest dostępna w Sephorze jak cała seria kosmetyków Marc Jacobs. Na pewno przy jakiejś okazji skuszę się na inne kosmetyki, póki co zużywam to co mam i nic więcej nie kupuję.

Znacie tę bazę? Jakie bazy Wy polecacie? Piszcie koniecznie :)
Buziaki! :*

wtorek, 7 czerwca 2016

Skin 79 Mild Sun Lotion SPF50+ PA+++

Dzień dobry!
Kiedy zaczyna się robić ciepło powinnyśmy szczególną uwagę poświęcić ochronie skóry przed promieniami słonecznymi. Wiem, że są podzielone zdania na temat używania filtrów, ale jako osoba o jasnej karnacji skłaniam się jednak ku nim, bo wolę nie cierpieć podczas spalenia skóry na słońcu. Nie ma to sensu, dlatego od tego roku praktycznie się nie opalam a już na pewno nie opalam twarzy, wolę skorzystać z opalenizny z tubki. Mam dla Was dzisiaj bardzo ciekawy produkt jeśli chodzi o ochronę przed słońcem, więc jeśli jesteście ciekawe co to jest to zapraszam dalej :)


Słoneczka, wesoła tubka mieści w sobie 40 ml kremu. Produkt dodatkowo zapakowany w kartonik ze wszystkim najważniejszymi informacjami a także składem. Kosztuje 49,90 zł i jest dostępny na stronie Skin79, nie wiem czy przypadkiem teraz nie jest też na stronie douglas.pl, ale za to sobie ręki odciąć nie dam.


Ma lżejszą konsystencję niż większość kremów z filtrem przez co dużo lepiej rozprowadza się po twarzy. Wchłania się praktycznie od razu, ale ja czekam jeszcze do 5 minut, żeby mieć pewność i dopiero wtedy przechodzę do makijażu. Bardzo ważna rzecz ten krem nie bieli twarzy. Zostawia skórę raczej matową, więc myślę, że posiadaczki skóry suchej nie będą za bardzo zadowolone jeśli chodzi o jego działanie pod makijaż.

Jestem pod wrażeniem, ponieważ kremy z filtrem bardzo często powodują wysyp na skórze, a u mnie nic takiego nie miało miejsca. Wiadomo przed tymi dniami oczywiście coś tam się pojawia, ale w standardowej ilości. Muszę także przyznać, że ten krem bardzo dobrze chroni skórę. Po jego użyciu jest gładka i przyjemna w dotyku. Makijaż bardzo dobrze się na nim utrzymuje, a poza tym nie zauważyłam wysuszenia, a moja skóra jest na to podatna. Poza tym jest to krem, który nie pachnie jak typowy filtr przeciwsłoneczny, na pewno wiecie o jaki zapach mi chodzi. Pachnie podobnie, ale dużo delikatniej przez co chętniej się po niego sięga. Zapach nie utrzymuje się na skórze, tylko od razu się ulatnia.




Polecam się przyjrzeć temu produktowi, ponieważ filtry apteczne są w podobnej cenie co ten filtr, a w zasadzie dużo droższe, a ten jest naprawdę dobrym produktem. Sięgam po niego praktycznie codziennie, a kiedy zapomnę go użyć bardzo źle się z tym czuję.

A jakie są Wasze ulubione filtry do twarzy? Których nie polecacie? Znacie ten?

Buziaki! :*

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Projekt denko 4 #2016

Dzień dobry!
Ostatnio dni lecą tak szybko chociaż są dużo dłuższe. Mam przed sobą bardzo dużo do zrobienia, a zbliża się również sesja. Bardzo dużo ostatnio się działo, byłam też w Krakowie na chwilę. Wróciłam do ćwiczeń. Może jeszcze nie idzie mi jakoś regularnie, ale zawsze jest jakiś postęp. 
Dzisiaj przychodzę do Was z denkiem jak prawie co miesiąc. Kilka rzeczy zużyłam, nie jest tego dużo, ale jeśli jesteście ciekawe to zapraszam :)


Pierwszym zużytym w końcu produktem jest lakier L'Oreal Elnett Satin dodający włosom tekstury. Jest niedostępny w Polsce, ale nie ma w nim nic szczególnego, bo jakoś bardzo tych włosów nie stylizuje to już lepiej użyć pianki w włosów. Cieszę się, że już się skończył. Przy okazji zapach był taki sobie jak w przypadku wszystkich tych lakierów. Mam jeszcze jedno opakowanie. Odżywka Montibello Smart Touch to naprawdę dobry produkt, o którym pisałam tutaj. Wydajny, ale ja też nie używałam go bardzo często, niestety zmieniłabym opakowanie do tego produktu, bo pod koniec już nie chce pryskać tylko trzeba go nabierać na dłoń. Myślę, że skuszę się na coś innego przy okazji. 


Kolejnym produktem jest krem pod oczy Yonelle, który miał bardzo bogatą masełkową konsystencję, która idealnie nadawała się do pielęgnacji wieczornej, ale mam wrażenie, że tego nawilżenia nie starczało do rana. Nie wiem, może chodzi o to, że jeszcze nie potrzebuję takiego bogatego produktu, a może po prostu jest przeciętny, bo mojej mamie i siostrze nie służył w cale. Ja byłam w miarę zadowolona, ale niczego mi nie urwał swoim działaniem. Jeśli chodzi o demakijaż to do zmywania makijażu oka używałam dwufazowego płynu Nivea, który jest całkiem niezłym produktem. Jak akurat jest w promocji, a nie ma nic ciekawszego to sięgam po niego i używam z przyjemnością. 


Do mycia służył mi dzielnie kremowy olejek pod prysznic Diamond Touch Nivea, który był bardzo fajny, nie wysuszał skóry, dobrze miły i był dość wydajny. Dorwałam 2 w cenie 1 także już w ogóle opłacało się je kupić. Pachnie jak szampon z tej serii, albo bardzo podobnie, nie mniej jest to przyjemny zapach, który relaksował po stresującym dniu. Kolejnym produktem równie relaksującym jest olejek Organique mrożona herbata, który bardzo dobrze nawilża skórę, Zawsze stosowałam go na mokro i w tym przypadku sprawdza się najlepiej, bo bardzo dobrze się wchłania. Używam kolejnego olejku, tylko tym razem o innym zapachu i rónież sobie chwalę. O mgiełce z Ziaji pisałam tutaj i zdania nie zmieniłam. Dobry i tani produkt, kolejna buteleczka już czeka, żeby ją zużyć. 


Jeśli chodzi o pielęgnację ciała to tutaj też znalazł się krem Bjobj, który znalazłam w Chillbox'ie, ale jakoś szczególnie nie porwał mnie swoimi właściwościami, nazwałabym go raczej przeciętnym kremem o trochę ciężkim zapachu, zdecydowanie nie dla mnie. Pianka cukrowa Organique o zapachu mrożonej herbaty była bardzo fajnym gadżetem, nie jest to niezbędny produkt pod prysznicem, ale zdecydowanie urozmaica kąpiel. Moim ulubieńcem jest wersja Pinacolada i właśnie ona teraz gości w mojej łazience. Krem do rąk z L'Occitane o zapachu piwonii bardzo uprzyjemniał kremowanie dłoni, jednak jeśli potrzebujecie naprawdę dobrego nawilżenia to skłaniałabym się bardziej w stronę tej tradycyjnej wersji. Ostatnim już produktem jest maskara Maybelline Go Extreme!, która miała dawać mega pogrubione rzęsy. Wielka, zwykła szczota i całe brudne powieki skreśla ją całkowicie a na dokładkę nie jest trwała. Więcej na pewno nie spojrzę w jej stronę. 

I to już wszystko co udało mi się zużyć w poprzednim miesiącu. Tak jak wspominałam nie ma tego dużo. A jakie są Wasze zużycia? Może znacie coś z moich? Piszcie koniecznie:)
Buziaki! :*