sobota, 18 marca 2017

Rimmel Fresher Skin

Dzień dobry :)
Słońce i pogoda coraz bardziej dopisują, chociaż czuć jeszcze trochę zimowy chłód, a raczej mocny wiatr, przynajmniej w Szczecinie, nie wiem jak u Was, Jeszcze chwilę, już za tydzień wiosna, w zasadzie za mniej za tydzień. Tak jak podejrzewam większość z Was, tak i ja na wiosnę zmieniam trochę swoje preferencje makijażowe, stawiam na rozświetlenie, delikatny makijaż oka czy błyszczące usta. Dzisiaj zapraszam Was na recenzję najnowszego podkładu Rimmel Fresher Skin, który pierwszy raz widziałam u Lauren Curtis i czekałam aż pojawi się w Polsce. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o tym podkładzie to zapraszam dalej.


Podkład zamknięty w szklanym opakowaniu, co zawsze kojarzyło mi się z podkładami w musie. Ma dodatkowo wieczko, które zakrywa podkład, które szczerze mówiąc mnie irytuje, ale względy higieniczne doceniam. Chociaż samo grzebanie w słoiczku nie jest moją ulubioną czynnością, a zamoczenie w nim pędzla czy gąbeczki nabierze nam zdecydowanie za dużo produktu, więc zostaje aplikacja na skórę palcami. Wydaje mi się, że konsystencja jest na tyle żelowa i płynna, że można byłoby zastosować pompkę. Mamy tutaj mniej produkt niż w standardowym podkładzie, bo 25 ml. Dodatkowo ma SPF 15, co zawsze jest mile widziane. 


Uwielbiam ten podkład za to, że przy nałożeniu na skórę czujecie przyjemny chłód co będzie bardzo przyjemne zwłaszcza latem, kiedy będzie gorąco. Mam wrażenie, że ten podkład nie dogaduje się ze wszystkimi kremami i produktami, które pod i na niego nakładamy. Potrafi się zrolować i robić plamy, zwłaszcza na linii bronzera, co w zasadzie nie powinno mieć miejsca, bo dobrze się z nim pracuje i krycie ma całkiem w porządku. Jest małe, ale skóra jest wyrównania i bije blaskiem od wewnątrz. Dobrze trzyma się na twarzy, nie wyświeca się szybko, przypudrowany zaczyna się błyszczeć w strefie 'T' jak każdy inny podkład po ok. 5-6 godzinach. Wiecie, cera mieszana rządzi się swoimi prawami. 


Niestety jeśli chodzi o selekcję kolorystyczną jest do kitu, ponieważ najjaśniejszy odcień wpada w róż, chociaż nie jest to aż tak widoczne, bo całkiem nieźle wpasowuje się w skórę, ale jest również za ciemny na ten moment dla mnie. 

Przez powstawanie plam i rolowanie nie mogę go Wam polecić, bo czasem to robi a czasem nie, a żadna z nas nie chce grać w loterię ze swoim podkładem. Postaram się go zużyć, bo nie lubię marnować podkładów, ale na pewno nie będzie to produkt, po który będę często sięgać.


Próbowałyście już ten podkład? Co o nim sądzicie? Wypróbujecie go czy odpuścicie?

Udanego weekendu! :*

6 komentarzy:

  1. nie mialam ale te wersje kolorystyczne do mnie nie przemawiaja ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak najgorzej, aczkolwiek szału nie ma z tymi kolorami ;/

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że odcienie nie dla mnie, a i to rolowanie przy niektórych kremach mnie odstrasza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można go zmusić do pracy jeśli chodzi o odcień, ale rolowanie to niedopuszczalne :/

      Usuń