środa, 11 stycznia 2017

Hagi Cosmetics peelingi do ciała

Dzień dobry! :)
Jak dobrze mieć trochę czasu, który można spędzić w domu. Z drugiej strony jestem osobą, która za długo leżeć nie może, dzień jest okej, dwa to już trochę dużo, ale trzy i więcej to przesada. Muszę coś robić, bo inaczej zaczyna mi odbijać, ujawnia się moje ukryte ADHD (żartuję). Kilkukrotnie wspomniałam Wam już o peelingach Hagi i czas najwyższy zaprosić Was na recenzję.


Jestem ogromną fanką peelingów cukrowych. Jakoś zdecydowanie bardziej przekonują mnie niż solne, zwłaszcza te drogeryjne, które oblepiają skórę okropną parafiną. Nie jestem fanką, tym bardziej, że teraz wiem, że miałam zapchaną skórę na nogach. Nie tylko twarz w końcu może się zapychać. 


Ten peeling to jest absolutne cudo. Jest to peeling cukrowy z mnóstwem olejów i dobrych składników. Przez zawartość olejów z cytrusów, ale także oleju konopnego ma naprawdę ciekawy i orzeźwiający zapach. Mam wrażenie, że też bardzo przyjemnie (nieinwazyjnie) chłodzi skórę. Doskonale usuwa martwy naskórek i przywraca blask i świeżość skórze. Bardzo dobrze nawilża co na pewno będzie ważnym atutem dla leniuszków takich jak ja, co nie bardzo lubią się balsamować. Skóra jest gładka i odżywiona, a zawarte w peelingu pestki słonecznika powodują, że czynność jest dużo bardziej efektywna. W opakowaniu znajduje się 300 g świetnego produktu za 35 zł. Kupiłam go ze zniżką 40%, ale powiem Wam, że nie szkoda by mi było ceny regularnej kiedy jest to rewelacyjny, polski, naturalny produkt. Do tego bardzo podoba mi się szata graficzna, a opakowanie jest plastikowe co nie grozi pobiciu się w łazience.

Skład:
Sucrose, Papaver Somniferum (Poppy) Seeds, Helianthus Annuus (Sunflowe) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Macadamia Ternifolia (Macadamia) Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Olivate/Sorbitan Olivate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Papaver Somniferum (Poppy) Seed Oil, Menthol,Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin) Peel Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Cymbopogon Schoenanthus (Lemongrass) Oil, Citrus Limonum (Lemon) Oil, Parfum, Citral*, Eugenol*, Geraniol*, Citronellol*, Limonene*, Linalool*, Tocopherol (Vitamin E), Dehydroacetic Acis, Benzyl Alcohol


Drugim peelingiem, który mam w użyciu tej marki to peeling solny. Ale nie jest to peeling jaki znajdziecie w drogerii, bo ma zdecydowanie mniejsze drobinki, no i oczywiście nie oblepia skóry. Jest dużo bardziej oleisty niż jego poprzednik, przed każdym użyciem dokładnie mieszam olej, który się wydostał z resztą zawartości. Faktycznie pachnie marcepanem, ale szczerze mówiąc jakoś mnie ten zapach nie uwiódł. Mam wrażenie, że ten produkt bardziej natłuszcza niż zdziera, chociaż nie powiem, jest całkiem niezłym zdzierakiem, bo swoją rolę wypełnia w 100%, przy tym macie dobre nawilżenie i produkt idealny na zimę. Nie wiem czemu, ale zdecydowanie bardziej lubię peeling cukrowy, chociaż ten również jest rewelacyjnym produktem. To chyba zapach. Pojemność to 400g, a kosztuje 35 zł. Wydajność przyzwoita, starczy na 1-2 regularnego używania.



Skład:
Sodium Chloride, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Glycerin, Parmuf, Tocopherol (Vitamin E), Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxide, Manganese Violet, Tin Oxide


Znacie firmę Hagi? Co sądzicie? A może znacie te produkty? Piszcie koniecznie :)
Buziaki! :*

poniedziałek, 9 stycznia 2017

♥ Ulubieńcy roku 2016 ♥

Witajcie! :)
Aż mi wstyd, bo ten post miał pojawić się w zeszłym tygodniu, ale trochę zaniemogłam czasowo, a także na zdrowiu. Zostałam uziemiona w domu z zapaleniem zatok, także korzystając z tego piszę dla Was ten post. Styczeń to od kilku lat dla mnie miesiąc wyjęty z życia, nim się obejrzę będzie luty etc. 
PS. Składam Wam spóźnione najlepsze życzenia w Nowym Roku! :)



Tak jak w zeszłym roku nie ma tego super dużo,  jestem raczej wybredna i ciężko mnie zadowolić albo po prostu nie miałam szczęścia w tym roku do dobrych produktów. Było ich dużo, tych które lubiłam, ale tych które skradły moje serce była zaledwie garstka. Więc jeśli chcecie zobaczyć tych kilka produktów to zapraszam dalej. Kolejność jest zupełnie przypadkowa, wszystkie te produkty bardzo lubię i mnie zachwyciły :)



1. Inglot pigment nr 14 
Uwielbiam pigmenty Inglota, ale ten polubiłam najbardziej ze wszystkich jakie mam. Jest piękny, beżowo ciepły, delikatnie łososiowy. Idealnie nadaje się do rozświetlania wewnętrznego kącika oka, ale także na całą powiekę. Ten produkt jest praktycznie nie do zużycia, a ja zauważyłam w nim dość spory ubytek w porównaniu z innymi kolorami jakie posiadam.

2. MySecret Face Illuminator Powder (klik)
Rozświatlacz po który z pewnością sięgałam najczęściej w ubiegłym roku. Daje piękny efekt rozświetlenia, ma bardzo ładny kolor współgra z wieloma typami urody. Można powiedzieć, że używałam go praktycznie przez 3/4 roku. Tani i dobry, bardzo Wam polecam.

3. Golden Rose Mineral Terracotta Powder nr 4 (klik)
Odcień, który idealnie nadaje się do ocieplania skóry. Daje jej taki zdrowy blask i wygląda tak bardzo świeżo. Do tego długo trzyma się na skórze, nie robi plam, nic dziwnego się z nim nie dzieje i jest nieziemsko wydajny. 

4. theBalm Meet Matt(e) Hughes (klik)
Dla mnie najbardziej komfortowe i długotrwałe pomadki płynne jakie znalazłam, a trochę ich przetestowałam. Dalej bardzo często po nie sięgam i absolutnie nie zmieniłam zdania. Polecam serdecznie.

5. Rimmel Stay Matte 
Oczywiście ten transparentny. Bardzo dobry puder, którego używanie było przyjemnością, a sięgałam po niego tak często, że wyparł z użycia inne pudry. Na pewno kupię kolejne opakowanie i będę używać i w kolejnych latach. Kolejny tani i dobry produkt. 

6. GlamShadows (klik)
Od kiedy kupiłam te cienie praktycznie nie używam żadnych innych. W niektórych pojawiło się nawet denko. Bardzo Wam polecam te cienie, bardzo dobrze się z nimi pracuje, łatwo się rozcierają, nie ma problemu z intensyfikacją kolorów. Jeśli jeszcze nie znacie tych cieni to sobie sprawdźcie, zwłaszcza że można kupić sobie kilka na spróbowanie, a nie całą paletę.

7. Hybrydy Semilac
Od kiedy zaczęłam robić manicure hybrydowy nie wróciłam do zwykłych lakierów. Dla mnie to kilka godzin poświęcone, żeby przez kolejne 2-3 tygodnie nie martwić się odpryskiem. Zależy oczywiście jak bardzo odrosną mi paznokcie albo czy po prostu znudzi mi się kolor. Jeśli jeszcze nie próbowałyście hybryd to polecam serdecznie.

8. Gąbeczki do makijażu Blendit! (klik)
Dla mnie przebijają BeautyBlender, bo pracuje się z nimi równie dobrze, a są o połowę tańsze. Wiadomo, wykonane są z innego materiału, ale według mnie nie wpływa to na pracę z podkładem czy innym produktami. Bardzo Wam polecam te gąbeczki. 





9. Real Techniques Blush Brush
Mój zdecydowanie ulubiony pędzel w tym roku używany przy praktycznie każdym makijażu. Idealny do nakładania i rozcierania bronzera i różu. Zwykle daje ładne rozmyty efekt, ale można też zbudować nim intensywność. Jest to pędzel syntetyczny, więc jest także bardzo łatwo do utrzymania w czystości.

10. Giorgio Armani Acqua di Gioia
Przepiękny zapach, który idealnie do mnie pasuje. Pachnie delikatnie, świeżo, ale ma coś takiego w sobie co sprawia, że z przyjemnością po niego sięgam. Dodatkowo w życiu nie dostałam tylu komplementów na temat perfum od panów jak w przypadku tych. 

11. Balsam do ust Tisane
Najlepszy balsam do ust jaki miałam okazję używać. Bije na głowę Nuxe czy Clarins, chociaż jeszcze Clarins jest dobrym balsamem do ust. Pięknie nawilża, wygładza i koi usta. Niezastąpiony u mnie w pielęgnacji. Kupiłam kolejne opakowanie i gdzieś je zgubiłam. Muszę koniecznie je znaleźć.

12. Organique olej makadamia
Jeszcze nie doczekał się osobnej recenzji, ale to co robi ten olej z moim włosami to istne cudo, a już zwłaszcza z końcówkami. Na pewno Wam jeszcze o nim napiszę. Jeśli macie niskoporowate włosy to myślę, że polubicie go bardziej niż olej kokosowy, przynajmniej ja go lubię bardziej, a raczej moje włosy.

13. L'Occitane kremy do rąk
Wszystkie bardzo lubię i mam mnóstwo mniejszych i większych opakowań w torebkach czy w aucie. Bardzo dobrze nawilżają dłonie i szybko się wchłaniają, są wydajne i ładne pachną. Towarzyszyły mi cały rok 2016. Zdecydowanie bardziej polecam Wam te z większą zawartością masła shea, bo lepiej nawilżają i odżywiają dłonie.

14. Organique peeling enzymatyczny
Dopóki nie spróbowałam tego produktu nie wierzyłam, że peeling bez drobinek działa. Jest delikatny dla skóry, usuwa martwy naskórek, a przy regularnym stosowaniu widać długotrwałe efekty. Jeszcze o nim napiszę, ale dla mnie cudo i podejrzewam, że ja skończę opakowanie to kupię następne.

15. Hagi Cosmetics peeling z olejem konopnym i makadamia
Ostatni już produkt to dla mnie wielkie zaskoczenie. Nawet peeling kawowy nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak ten produkt. Jest naturalny, spełnia swoje działanie w 100%, pięknie pachnie, ale więcej jeszcze o nim napiszę w najbliższym czasie.

I to już wszyscy ulubieńcy minionego roku. A jacy byli Wasi? Macie ich więcej? A może mniej? Piszcie koniecznie, dalej szukam ideałów w wielu kategoriach :)
Buziaki! :*

piątek, 30 grudnia 2016

KULTURALNY PIĄTEK #serialowo

Dzień dobry! :)
Dzisiaj mam dla Was kolejną odsłonę kulturalnego piątku. Poprzednio (klik) pojawił się post o książkach. Natomiast tym razem chciałam opowiedzieć Wam o serialach jakie ostatnio oglądam. Może być tak, że już o nich wspominałam, ale na pewno 2 z nich są nowe, ponieważ zaczęłam je oglądać w tymi miesiącu. Jeśli jesteście ciekawe jakie seriale ostatnio spędzają mi sen z powiek to zapraszam dalej.


1. Medyceusze: Władcy Florencji
Skusił mnie ten serial, ponieważ chciałam obejrzeć coś historycznego, a dodatkowo bardzo lubię aktora, który gra główną rolę, czyli Richard Madden znany z Gry o Tron. Jeśli Richard Was nie przekonuje, to w tym serialu pojawia się także Dustin Hoffman. Sama obsada moim zdaniem jest bardzo dobra. Serial opowiada oczywiście o rodzinie Medyceuszy, który byli bankierami. Kosma I Medyceusz, którego gra Richard jest w historii najbardziej znanym członkiem rodziny. Po śmierci ojca toczy spór z rodziną Albizzich, którzy chcą przywrócić panowanie szlachty. Na razie pojawiło się 5 odcinków, z tego co wiem, ma być tylko jeden sezon, a szkoda, bo serial jest bardzo dobrze zrobiony i wciąga. 


2. The OA
Serial ze stajni Netflixa, co oczywiście zwiastuje coś dobrego, w sensie dobrego serialu. Na początku kompletnie nie wiadomo o co chodzi. Po kilku latach dziewczyna, która zaginęła skacze z mostu i omal nie ginie. Dodatkowo okazuje się dziwna rzecz, bo kiedy zaginęła była niewidoma, a teraz widzi. Przedstawia się wszystkim nie imieniem a skrótem OA. Powoli zaczyna opowiadać swoją historię, ale nie najbliższym tylko przypadkowym osobom. Serial wywarł we mnie dużą dawkę niepokoju, na pewno wpływa mocno na emocje. Trzeba przyzwyczaić się do formy, ponieważ jest to teraźniejszość pomieszana z retrospekcją. Więcej jednak jest tego drugiego. Póki co jestem na trzecim odcinku, ale na pewno obejrzę więcej. Polecam się zainteresować.


3. Przyjaciele
Czyli absolutnie kultowy sitcom, który ma aż 10 sezonów. Kiedy nie mam humoru, kiedy obejrzę serial, o którym pisałam wyżej chętnie wracam do Przyjaciół. Ich perypetie zawsze przyprawiają mnie o dawkę śmiechu. Jeśli szukacie poprawiacza humoru i zapomniałyście o tym serialu to polecam do niego wrócić. Sama nie wiem, która postać jest moją ulubioną, wszystkich praktycznie lubię tak samo.


4. The Royals
Tak jak na plakacie Anarchy in the Monarchy to bardzo dobre określenie tego serialu. Opowiada o brytyjskiej rodzinie królewskiej, ale fikcyjnej. Serial zaczyna się tym, że w katastrofie lotniczej ginie najstarszy syn króla Anglii. Po tym dla bliźniaków zmienia się wszystko. Serial jest pełen intryg, władzy, poniekąd tradycji i pożądania. Jestem ogromną fanką księżniczki Eleanor, a królowa i jej spiski przechodzą same siebie. Jeśli lubicie tę tematykę to polecam :)


5. DC's Legends of Tomorrow
To jest serial, który jeśli szukacie rozrywki i lubicie superbohaterów, ją Wam zapewni. Dla mnie to luźna propozycja na chwilę relaksu między obowiązkami. Opowiada o Władcy Czasu, który chcąc uratować historię postanawia rekrutować ludzi ze specjalnymi zdolnościami. Jedni to metaludzie, inni to mózgowcy, a jeszcze inni to wyszkoleni zabójcy. Wszyscy postanawiają zjednoczyć się by chronić ludzkość przed kimś takim jak Vandal Savage. Jeśli mamy tutaj fanki Skazanego na śmierć to w pierwszym sezonie gra Wentworth Miller.  

A co Wy ostatnio oglądacie? Znacie coś z moich propozycji? Oczywiście poza Przyjaciółmi :D A może nie oglądaliście? Piszcie koniecznie :)
Buziaki i udanego Sylwestra! :*

czwartek, 29 grudnia 2016

PROJEKT DENKO #10

Witajcie! :)
Dzisiaj czas na ostatnie denko tego roku i tak jak w zeszłym roku zrobimy podsumowanie ile łącznie udało mi się zużyć produktów. Coś skopałam z numeracją i to jest denko nr 10, ale nieważne. Do tej pory zużyłam 108 produktów, co jest znacznie mniejszą ilością niż w zeszłym roku, ale wbrew pozorom wszędzie wokół mnie jest mniej kosmetyków. Łazienka nie jest zagracona, pokój owszem trochę, ale to da się ogarnąć. Denka dają mi poczucie regularności w zużywaniu produktów i kupuję to co w danym czasie potrzebuję, wiadomo czasem mnie poniesie, zwłaszcza kiedy idę na zakupy ubraniowe i nic nie mogę znaleźć, ale to już inna historia :D Jeśli jesteście ciekawe ostatniego denka w tym roku to zapraszam :)



Pierwszym produktem jest olejek pod prysznic Yves Rocher, którego zapach męczył mnie do tego stopnia, że skończył jako żel do mycia rąk. Jeśli nie lubicie ciężkich zapachów to unikajcie go jak ognia. Kolejnym produktem jest olejek do masażu Organique Sweet Moments o zapachu mango. Ja mam go w trochę innym opakowaniu, ponieważ miała to być seria limitowana na Walentynki, ale jest normalnie w sprzedaży. Bardzo podobał mi się zapach i nawilżenie, być może jeszcze do niego wrócę. Nivea Double Effect i Bioderma Sensibio (do tego nie wrócę) to takie przeciętniaki, o ile jeszcze Nivea jest tania i daje radę, o tyle po Biodermę już na pewno nie sięgnę. 


Produkt, który pojawił się w ulubieńcach to peeling do ciała Hagi Cosmetics, który wielbię ponad wszystko, ale jeszcze napiszę Wam o nim już w nowym roku. Zużyłam także winogronową piankę do mycia ciała Organique, którą bardzo lubię i od czasu do czasu chętnie do niej wracam, dobrze myje i co najważniejsze nie wysusza skóry. Dawno nie było w denku masła TBS, tym razem zużyłam małą wersję masła zielona herbata, która gdzieś mi się zapodziała. Ten zapach najlepiej sprawdza się latem.  Jedynym produktem do włosów jaki znalazł się w denku jest maska do włosów Organiqe Energizing, która sama jest taka sobie, dość mocno obciąża włosy, ale w połączeniu z olejkiem macadamia działa cuda.


Jeśli chodzi o twarz to zużyłam oczyszczający płyn bakteriostatyczny 2% kwasu migdałowego Pharmaceris. Szczerze mówiąc to nie zauważyłam jakiejś drastycznej różnicy po jego stosowaniu, skóra mi się tak samo zanieczyszczała jak i bez niego. Jak na razie najlepszym tego typu produktem jaki miałam to płyn złuszczający Clinique nr 1. Drugi produkt, to nawilżający krem to twarzy LillaMai, który ma same dobre opinie na internecie. Niestety z mojej twarzy robił tłustego hot-doga. Mówię poważnie, rano budziłam się z tłustą skórą, a pod makijaż kompletnie się nie nadaje, bo dla mojej mieszanej skóry jest po prostu za ciężki. Z żalem piszę, że niestety nie sprawdził mi się, a szkoda, bo jest to produkt naturalny. 


Maseczki Mizon to odkrycie ostatniego miesiąca, uwielbiam je. Od kiedy je używam widzę, że moja skóra jest zdecydowanie bardziej wygładzona i odżywiona. Bije zdrowym blaskiem co bardzo mi się podoba. Jeszcze Wam o nich napiszę. O maseczkach do ust pisałam niedawno, fajne gadżety, ale na pewno da się bez nich żyć. Płatki pod oczy Efektima są rewelacyjne, pięknie nawilżają i wygładzają skórę pod oczami. 


Wyrzucam butelkę po płynie utrwalającym Inglot, resztę przelałam do małego opakowania, które zdecydowanie lepiej się sprawdza niż to, mam wrażenie, że ono 'pluje' na mnie produkt zamiast rozpryskiwać go ładną mgiełką. Sam produkt lubię i sięgam po niego kiedy chcę, żeby mój makijaż trzymał się bez zarzutu. Zużyłam też mascarę Avon Luxe, którą bardzo lubiłam, ładnie podkreślała rzęsy i je pogrubiała, wydawało mi się, że są jakieś takie bujniejsze. Kolejnym tuszem, który zużyłam jest L'Oreal VML Fatale, o którym pisałam Wam tutaj. Wykończyłam błyszczyk Estee Lauder, którego z tego co się orientuję nie ma już w sprzedaży także tylko powiem, że bardzo lubiłam te błyszczyki i to drugie zużyte przeze mnie opakowanie. Ostatni produkt z kolorówki to korektor Essence Stay Natural, który kiedyś bardzo lubiłam, ale teraz najjaśniejszy odcień ciemnieje mi na pomarańczowo, wygląda to koszmarnie, więc resztę bez wyrzutów sumienia wyrzucam.


Ostatnie już produkty to Aceton Semilac. Aceton jak aceton, dobrze ściąga się nim hybrydy, oczywiście wysusza, ale starcza na dość długo i jest całkiem tani. Tisane to mój absolutnie ulubiony balsam do ust, ten z Nuxe nawet mu do pięt nie dorasta. Mam już w użyciu trzecie opakowanie, a to chyba mówi samo za siebie :) Ostatnią rzeczą jest zapach YC Black Plum Blossom, który palił się u mnie przez całą jesień. Jeśli jeszcze gdzieś go znajdziecie to polecam.


W roku 2016 udało mi się zużyć 125 opakowań. Jest to wynik mniejszy niż w zeszłym roku, ale również jestem zadowolona, bo to znaczy, że poszłam na jakość a nie na ilość. Teraz z czystym sumieniem mogę zacząć Nowy Rok. Jak Wasze zużycia? Znacie coś z moich? Polecacie zamienniki?

Buziaki! :*

środa, 28 grudnia 2016

Makijaż Sylwestrowy

Witajcie po świętach! :)
Nie miałam ostatnio czasu kompletnie na nic, okres przedświąteczny był dla mnie dość ciężki, bardzo dużo się działo, a potem święta, wiadomo lenistwo jak nie wiem. Wczoraj wróciłam do domu i za dwa dni znowu wyjeżdżam, także dużo się dzieje, mam nadzieję, że plan jaki mam na posty wypali, bo jeśli nie będę trochę na siebie zła. Dość już narzekania. Dzisiaj przygotowałam dla Was makijaż Sylwestrowy, który w zasadzie chętnie nosiłabym również na inne imprezy, bo jest bardzo uniwersalny, można go oczywiście podkręcić brokatem, natomiast ja po prostu ich nie mam w swoich zbiorach. Użyłam produktów, które są fajne i w miarę łatwo dostępne, jest kilka produktów, które są droższe, ale można je zastąpić czymś innym albo pominąć. Jeśli jesteście ciekawe co mi tam wyszło to zapraszam dalej. 



Miałam zamiar przerobić trochę swoje standardowe smoky, które robię zwykle gdy nie mam czasu zastanawiać się jaki makijaż zrobić. Przypomniałam sobie, że kupiłam piękny cień sypki z MySecret nr 6 i wpakowałam go na środek powieki. Ma kolor brązowy i mieni się na różowo, pięknie wygląda na powiece, niestety w połączeniu z cieniem matowym 507 trochę ginie. Żeby przełamać trochę dolną powiekę użyłam mocno błyszczącego cienia Nabla Cosmetics Danae z kolekcji świątecznej. Chociaż nie umiem jeszcze przyklejać rzęs, w sensie nie wychodzi mi to tak jakbym chciała, postanowiłam przykleić półówki Ardell 318. 



Reszta to praktycznie standard używany przeze mnie w ostatnich makijażach. Mam dla Was także dwie propozycje matowych ust i jedną błyszczącą. Oczywiście kolory są mniej intensywne niż w rzeczywistości. Ciężko jest uchwycić rzeczywisty kolor bez dobrego oświetlenia, a ja póki co używam tylko światła dziennego. 










Lista użytych produktów:

Twarz:

Urban Decay Brightening&Tightening Complexion Primer Potion
Marc Jacobs Invisible Under(Cover) Coconut Primer (klik)
Maybelline Affinitone Natural Radiance 03 Light Sand Beige
Mac Pro Longwear Concealer NW 15
Catrice Camouflage Cream 010 Ivory
Ecocera puder bambusowy
Kobo Mat Bronzing & Conturing Powder 311 Nubian Desert
Golden Rose Mineral Terracotta Powder 04 (klik)
theBalm róż  BalmBeach (klik)
MySecret Face Illuminator Powder Princess Dream (klik)

Oczy:

Kobo Eyebrow Stylist
Sleek Brow Perfector Clear
Cienie Inglot: 355, 337, 357
MySecret Loose Eye Shadow nr 6
MySecret Mat 507
Nabla Cosmetics cień Danae
Inglot AMC nr 14
Maybelline Lash Sensational Mascara
Ardell półówki 318

Usta: 

Golden Rose Velvet Matte nr 23, 31
Avon Shine Burst Lipgloss Sheer Peach Splash


Jak Wam się podoba? Szczerze mówiąc dawno nie byłam tak zadowolona z makijażu jak z tego. Coś mi zawsze nie pasowało. Tak patrzę na niego i w sumie chętnie wykonałabym go w Sylwestra albo na jakąś inną okazję, na pewno nie pójdzie w zapomnienie, bo bardzo mi się podoba :)

Piszcie proszę co sądzicie i jakie macie plany na Sylwestra :)

Trzymajcie się ciepło,
Buziaki! :*