czwartek, 1 grudnia 2016

PROJEKT DENKO #8

Dzień dobry! :)
Miałam dzisiaj nie pisać, ale że utknęłam w domu z jelitówką stwierdziłam, że nie chcę mieć uczucia zmarnowanego czasu, ponieważ już i tak nie pójdę najprawdopodobniej na zajęcia, nie będę ryzykować. Wczoraj miałam taki dzień, że poza jednymi zajęciami spędziłam go w łóżku, bo miałam jakiś taki zjazd psychiczny. Zaczęło mnie przytłaczać wszystko i poczułam okropne zmęczenie psychiczne. Jestem typem neurotycznym, więc czasem przychodzi do mnie taki Weltschmerz, rzadko się to zdarza, bo zwykle jestem wesołą, ekspresyjną osobą i trochę postrzeloną. Niektórzy myślą nawet, że jestem nadpobudliwa, ale co to to nie :D Takim długim wstępem zapraszam Was na przedostatnie denko tego roku, bo myślę, że jeszcze jedno podsumowujące pod koniec miesiąca się pojawi. Jeśli jesteście ciekawe co udało mi się zużyć to zapraszam dalej :)



Pierwszym produktem jest olejek do demakijażu TBS Camomile Silky Cleansing Oil, który pochodzi z tej samej serii co słynne masełko do demakijażu. Jest to dobry produkt, który bardzo ładnie usuwał makijaż. Mniej mglił oczy niż olejek Resibo. Być może jeszcze do niego wrócę aczkolwiek teraz czekam na przesyłkę z olejkiem z Korei. Zobaczymy czy jest jakaś różnica, chociaż słyszałam, że nie ma zbyt wielkiej między wszystkimi olejkami. Kolejny produkt to Natura Estonica Gineseng&Acai Face Tonic, czyli nic innego jak pięknie pachnący tonik, który używałam z czystą przyjemnością. Jeśli na niego traficie to kupujcie, bo pięknie pachnie i orzeźwia skórę, jest dość wydajny, starczył mi na niecałe dwa miesiące, a ja toniki zużywam w tempie ekspresowym, kosztuje ok. 15 zł. Produkt pod oczy, który służył mi bardzo długo to Eucerin Hyaluron - Filler. Z tego co wiem to marka została wycofana z Polski, ale jeśli jeszcze go gdzieś dorwiecie to serdecznie polecam. Bardzo dobrze nawilżający i odżywiający krem pod oczy. 


To już moja druga butelka płynu micelarnego z olejkiem Garnier, ale powiem Wam szczerze, że nie do końca wiem co w moi widziałam, bo teraz mam wersję różową i spisuje mi się znakomicie, do tej już raczej nie wrócę. Zostawia tłustą warstwę i średnio zmywa makijaż. Kolejnym produktem jest olejek do kąpieli i masażu Organique o zapachu pomarańczowym. Olejki bardzo lubię, często po nie sięgam pod prysznicem zamiast po balsamy do ciała później. Ten pięknie pachniał i dobrze nawilżał na długo, bo to ważne w przypadku olejków. Kolejnym produktem jest olejek pod prysznic YR z olejkiem arganowym, którego zapach według mnie jest okropnie męczący. Mam jeszcze jedną butelkę, ponieważ składałam to zamówienie w ciemno i nie wiedziałam, że nie będzie mi się podobać. Myje okej, nie wysusza, taki przeciętniak. Jeśli chodzi o włosy to zużyłam odżywkę Inebrya Ice Cream T-Dry, której do włosów nie zużyłam, tylko do nawilżania pędzli i depilacji. Włosy za bardzo obciążała i przetłuszczała. Jeśli macie bardzo przesuszone włosy to być może da radę, u mnie klapa. 


Peeling solny do stóp Pat&Rub to mój must have (klik). Mam nadzieję, że został on w asortymencie Naturativ, bo oczywiście do niego wrócę. Organique czekoladowe masło do ciała to produkt, który musiałam się zmuszać, żeby zużyć, bo zapach kompletnie mi się nie podobał. Opalenizny nie zauważyłam, za to całkiem nieźle nawilżał i zostawiał skórę mięciutką. Dobrze się rozprowadzał i był całkiem wydajny. Gdyby nie ten zapach to być może bym do niego wróciła, a tak to znajdę coś innego.


Skarpetki złuszczające Silcatil to najgorszy bubel jaki ostatnio wpadł w moje ręce. Mało miałam takich produktów, które aż tak mnie zawiodły. Kiedy otworzyłam opakowanie ze skarpetek już wylewał się płyn, trzeba je trzymać dwie godziny, kto ma tyle czasu na skarpetki złuszczające? Najgorsze jednak było to, że ta skóra schodziła jakby chciała a nie mogła. Jeden dzień schodziła mi tak mocniej, a potem praktycznie przestała. Tragiczny produkt, kompletnie nie polecam i nie kupię ponownie. Znaczę lepsze są te L'Biotica. Płatki pod oczy Efektima są rewelacyjne, nie ma znaczenia, którą wersję wybierzecie powinnyście być zadowolone, ja z obu jestem bardzo. 


Kolejnym produktem już wymęczonym i wyglądającym okropnie jest puder Rimmel Stay Matt. Sam produkt jest rewelacyjny, ale nie pogniewałabym się, gdyby zmienili to okropnie opakowanie. Na pewno jeszcze do niego wrócę jak tylko zużyję część moich pudrów. Ostatnim produktem jest mascara Maybelline the falsies Pushup Drama wersja wodoodporna. Tragiczny tusz, sklejał niemiłosiernie rzęsy i miał kującą szczoteczkę, dodatkowo nie zauważyłam, żeby przez swoją wodoodporność był jakkolwiek bardziej trwały. Nie polecam.


I to już wszystko co zużyłam ostatnimi czasy. Jak tam Wasze zużycia? Znacie coś z moich? Lubicie denka?
Buziaki! :*

wtorek, 29 listopada 2016

♣ Ulubieńcy listopada

Witajcie! :)
Nie mogę uwierzyć, że już Wam przedstawiam ulubieńców listopada. Zaraz Święta, Sylwester i Nowy Rok no i oczywiście ulubieńcy roku 2016. Także sobie myślę, że nie będę Was już męczyć z ulubieńcami grudnia. Mam dla Was do pokazania kilka naprawdę fajnych produktów, niektóre z nich są nowe, do niektórych wróciłam, a niektóre odgrzebałam z czeluści mojej szafeczki makijażowej. Jeśli jesteście ciekawe co bardzo mi się sprawdziło w tym miesiącu to zapraszam dalej.


Pierwsze to dwa nowe produkty w mojej pielęgnacji twarzy, czyli Ogranique Basic Cleaner face gel i mild tonic. Jak na razie uwielbiam ten żel do twarzy zwłaszcza z silikonową myją. Dokładnie oczyszcza, ale sam jest przy tym delikatny, nie podrażnia i przede wszystkim nie wysusza co w tym sezonie jest bardzo ważne. Bardzo serdecznie Wam polecam. Tonik jest produktem fajnym, który dopełnia działanie żelu. Pięknie pachnie, zresztą tak jak żel, delikatnie nawilża, ale przede wszystkim odświeża i przywraca równowagę skórze. 


Kolejny produkt to maseczka, która nie raz uratowała moją piekącą twarz. Wiecie, jesienią swojej twarzy nie oszczędzam, tym bardziej, że ona lubi sprawiać mi psikusy - serum z kwasem, myjka silikonowa czy tonik z kwasem to produkty na porządku dziennym u mnie, a i czasem na krem muszę uważać, żeby nie obciążył mi skóry. Wtedy na ratunek przychodzi maseczka Skin79 Rose Waterfull Mask, czyli nic innego jak wodna maseczka nawilżająca, którą przez jej formułę możecie spokojnie nakładać na już zaaplikowany lżejszy krem na noc. Ja tak robiłam i to jak ona koi skórę to jest cud. Nie ma może jakiegoś długofalowego działania, ale na pewno nawilża i rozjaśnia skórę, może jeszcze Wam więcej o niej napiszę. No i czas na mój hicior, czyli Hagi Cosmetics naturalny cytrusowy scrub z olejem konopnym i macadamia. To jest cudo, ostatnio najlepszy peeling jaki miałam okazję stosować, oczywiście nie wliczamy tu peelingu kawowego. Niesamowicie złuszcza skórę, ale także ją pielęgnuje, a po zastosowaniu tego produktu na skórze zostaje przyjemna nawilżająca warstewka. Jeśli jeszcze nie znacie tej polskiej marki to serdecznie Wam polecam. Ja ten produkt kupiłam ze zniżką 40% i zapłaciłam jakieś śmieszne pieniądze ok. 17 zł. Za tę jakość to jak za darmo.  


Tak jak Wam wspomniałam wygrzebałam z czeluści szufladek produkty, które dawniej używałam i cieszę się, że to zrobiłam, bo przypomniałam sobie jak bardzo je lubię. Pierwsze dwa produkty, które służyły mi pod makijaż to Golden Rose Highliter nr 1, który daje bardzo ładne rozświetlenie i zdrowy blask jak na kremowy produkty przystało oraz bazę z Catrice Prime and Fine Beautyfying Primer (klik), która dopełniała efekt rozświetlenia. Moja skóra przy użyciu tych produktów wydawała się być taka bardziej idealna, na pewno biła zdrowym blaskiem. Kolejny produkt, który utrzymywał efekt rozświetlenia to krem BB Skin79 (klik), który pięknie wyrównuje koloryt i dodaje blasku skórze. W recenzji przeczytacie o nim więcej. Kolejny produkt to puder bambusowy Ecocera i tutaj mimo, że jest to fajny produkt to mam zastrzeżenie, bo przepięknie wygładza skórę, matuje ją, ale niestety nie na długo, a producent nazwał ten produkt absorbent sebum, niestety pic na wodę fotomontaż. Niemniej uwielbiam go właśnie za to wygładzenie jakie daje skórze i że dokładnie utrwala podkład. Ostatni już produkt to taki niepozorny kompakt z The Body Shop'u, czyli Honey Bronze w numerze 1, który kupiłam za 1/3 ceny, kiedy trwała jakaś wyprzedaż. Przepięknie, naturalnie wygląda na policzkach, powinien się sprawdzić przede wszystkim u bladolicych, jeśli wszystkie bronzery są dla Was za ciemne to ten powinien być remedium na Wasze męki, gorąco polecam!

I to już wszyscy ulubieńcy listopada. Znacie coś z moich? Lubicie? Nie lubicie? Jacy byli Wasi ulubieńcy? Piszcie koniecznie :)

Buziaki!:*

poniedziałek, 28 listopada 2016

HAUL: KSIĄŻKI I KOSMETYKI

Dzień dobry! :)
Dawno nie było postu z zakupami, a przez wszystkie ostatnie promocje i inne rzeczy trochę mi się ich uzbierało, zwłaszcza książek. Ostatnio posty nie pojawiały się regularnie, bo cały czas miałam coś na głowie, ale przede wszystkim nie było pogody, żeby zrobić zdjęcia. Poza tym kończę późno zajęcia, więc jak wracam do domu to już jest ciemno i nic nie widać. Więc dzisiaj przychodzę do Was z zakupami. Jeśli jesteście ciekawe co ostatnio wpadło w moje ręce to zapraszam :)
PS. Zaparzcie sobie jakąś kawę lub herbatę, bo to będzie dość długi post.


Pierwsza rzecz to moja pomoc naukowa, słownik ilustorwany z bardzo prostego powodu, mam tendencję to zapominania wielu słów mimo, że z tym językiem mam styczność bardzo często. Kolejna książka to kryminał Jedwabnik, czyli druga część przygód detektywa Cormorana Strike'a. Ja oczywiście jak zawsze przeczytałam ostatnią. Całe szczęście bohater jest tylko taki sam, ale dotyczy zupełnie innych wątków. Kolejna pozycja to Ch...owa Pani Domu Magdaleny Kostyszyn, która prowadzi jeden z najpopularniejszych w Polsce fanpage'y na Facebooku. Widziałam jej tak dużo wszędzie, że stwierdziłam, że też muszę ją przeczytać, a że znalazłam ją na światksiązki,pl w bardzo fajnej cenie tak jak Tajniki DIY Red Lipstick Monster, a o tej książce mogę powiedzieć, że jest prze fantastycznie wydana, po prostu piękna! Przejrzałam ją i co do niektórych DIY mam pewne wątpliwości i na pewno z nich nie skorzystam, ale z tych zwłaszcza kosmetycznych powinnam. Jeśli chodzi o poradnik to mam tutaj jeszcze Hygge duńska sztuka szczęścia Marie Tourell Soderbero, która również na razie tylko przejrzałam. Wydaje się być ciekawa i taka inna. Ostatnia książka to Carla Montero Wiedeńska gra, czyli książka te autorki, której mi brakowało na półce, na pewno szybko po nią sięgnę jak tylko ogarnę się z książkami, które kupiłam wcześniej.


Po tych wszystkich informacjach o alergiach na lakiery hybrydowe Semilac miałam chwilę, że chciałam się przerzucić na NeoNail, jednak stwierdziłam, że dopóki nic się u mnie nie dzieje (a używam tych lakierów ponad rok) to nie będę popadać w niepotrzebną paranoję i zostanę przy Semilacach, tym bardziej, że to jak często oni wypuszczają nowe serie albo pojedyczne kolory jak teraz mają wyjść brokaty. Cudeńka. Zdecydowałam się na Semiflash i jestem po pierwszej aplikacji, szczerze mówiąc albo jestem sierotą i nie potrafię tego nakładać albo nie wiem. Nie wychodzi to tak jak powinno. Lakiery na jakie się zdecydowałam to 063 Legendary Red, 083 Burgundy Wine, 154 Salomon Dream i 165 Boyfriend Jeans. Wszystkie są piękne i wszystkie jesienne. Polecam.



Skończyła mi się baza pod makijaż i miałam kupić znowu Benefit Porefessional tak jak pokazywałam Wam w chciejliście, ale zaczęłam przeglądać stronę Sephory i moją uwagę przykuła baza Urban Decay Brightening&Tightening Complexion Primer Potion. Nigdy nie miałam nic z tej marki, więc stwierdziłam, że czas najwyższy coś wypróbować. Dodatkowo zdradziłam moją bazę pod cienie Inglot, która mi się kończy z kultową bazą pod cienie Urban Decay Primer Potion o nazwie Eden, tą z kolorem. Właśnie dlatego ją kupiłam, ze względu na to, że baza Inglot nie ma koloru, tak zostałabym jej wierna. Kolejny produkt, który wrzuciłam do koszyka to błyszczyk Sephora 03 Natural Look o bardzo ładnym delikatnie różowo brzoskwiniowym odcieniu czego na ustach za bardzo nie widać. Dorzuciłam też dwie maseczki do ust w płacie marki Sephora, zobaczymy jak się sprawdzą. Skorzystałam ze strony picodi.pl, gdzie znalazłam 20% zniżki na wszystko ze strony sephora.pl. Także polecam jeśli chcenie zrobić jakieś zakupy, wydaje mi się, że też widziałam kod na darmową dostawę, ale nie jestem pewna, na ten stronie wszystko znajdziecie. 



Kolejne zakupy to Douglas. Wybrałam się tam na Black Friday (-20% na wszystko).. Nie chcecie wiedzieć co tam się działo, ale podejrzewam, że się domyślacie. Otóż w Szczecinie w Douglasie, który znajduje się w Galaxy, w końcu pojawiło się stoisko MAC i to takie powiedziałabym, że wypasione. Największe w całym sklepie, zaraz po nim jest Laura Mercier i NYX na moje oko. Tak się kręciłam od jednego stoiska do drugiego, bo nie wiedziałam co chcę. Znacie to uczucie jak macie dużo kosmetyków i chcecie wszystko, a macie ograniczony budżet? No to właśnie tak miałam. Pierwsze co chwyciłam to moje ulubione płatki oczyszczające na nos Cettua. Moim zdaniem nie ma lepszych. Do tego wypatrzyłam rozświetlające płatki pod oczy 5 sztuk za 20 zł, więc wzięłam. Tak chodziłam i chodziłam aż w końcu zdecydowałam się na MAC Pro Longwear Concealer NW15 oraz na pomadkę MAC w wykończeniu Creamsheen Creme in Your Coffee. Akurat tego koloru za wiele nie widziałam jest to brąz z różem, czyli w zasadzie najmodniejszy kolor tego sezonu. Wydaje mi się, że dobrze mi w takich kolorach dlatego się na nią zdecydowałam. 


Ostatnie już zakupy to glam-shop.pl, od którego jestem uzależniona. Pierwsze co chciała kupić na pewno to nowego glamboxa, który jest tekturowy jak Z Palette. Chciałam mieć małą paletkę, do której włożę ulubione cienie i zabiorę w podróż albo będę sięgać każdego dnia. Od czasu kiedy ją mam używam praktycznie tylko jej. Teraz czekam jeszcze aż wyjdzie dużo Glambox, bo mój stary wygląda tragicznie.  


Nie mogłam oczywiście nie zamówić cieni. Bardzo długo zastanawiałam się, które wybrać, bo wydaje mi się, że większość już mam. Na pewno chciałam czarny cień Baba Jaga, który jest rewelacyjny do rysowana kresek. Reszta cieni jak na razie nie użyta, aczkolwiek cały czas przymierzam się, żeby zrobić jakiś makijaż. Czasu mi brakuje i sięgam tylko po cienie, które lubię, znam i szybko mogę nimi coś wyczarować. Nie mniej polecam sobie sprawdzić te bardziej dzienne kolory, bo są to naprawdę fajne cienie w rozsądnej cenie.   


I to już wszystko co chciałam Wam dzisiaj pokazać. Trochę się tego nazbierało, czekam jeszcze na przesyłkę z pędzlami i już nic nie kupuję dla siebie, przymierzam się do prezentów świątecznych. A Wam co udało się ostatnio ciekawego kupić? Polecacie coś może? Znacie coś z moich zakupów? Lubicie? Nie lubicie? Piszcie koniecznie :)

Życzę Wam udanego tygodnia i buziaki! :*

piątek, 25 listopada 2016

KULTURALNY PIĄTEK #książkowo

Witajcie! :)
Dzisiaj jestem bardzo podekscytowana, bo w końcu ruszyłam z czymś co chciałam zrobić od dawna. Jeśli znacie mojego bloga trochę dłużej to wiecie, że dotychczas co jakiś czas w piątek pojawiały się propozycje na filmy, które warto lub nie warto obejrzeć.  Wiadomo, że jeśli coś jest nazwane przeglądem filmowym to nie daje wielkiego pola do popisu i ogranicza w innych kwestiach. Dlatego powstał KULTURALNY PIĄTEK i w zależności od tego jakie słowo pojawi się za znaczkiem hashtagu to właśnie będziecie mogły tutaj znaleźć. Wiadomo, książki będą się pojawiać najrzadziej, bo miewam okresy gdzie przeczytałam ich dużo a są też takie, że nie czytam ich wcale przez brak czasu. 

Więc dzisiaj popiszę sobie o książkach, które ostatnio miałam okazję przeczytać. Nie jest ich super dużo. W zasadzie mamy sagę i dramat oczywiście jako sztukę teatralną. Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam dalej :)


Długo zbierałam się do czytania tych książek, ale kiedy kupiłam pierwszą część praktycznie przeczytałam ją od razu. Opowieść zaczyna się kilka tygodni przed wybuchem I wojny światowej. Na świecie pojawiają się dwie bliźniaczki - Anna i Maria, niestety ich matka umiera w takcie porodu i to nie jest żaden spoiler, bo z tyłu na okładce o tym przeczytacie. Akcja w ostatniej części kończy się w roku 2014. Także faktycznie są to książki. które przeprowadzają nas przez całe stulecie, przez to co się działo w Polsce.
Ania jest zdecydowanie moją ulubioną bohaterką. Przez to, że pierwsza część ma wiele postaci, które żyją, umierają, mają dzieci, potem wnuki - pojawia się wiele wątków. To jest moim zdaniem ciekawe, ale wiadomo, że każdy zaczyna pałać to którejś z postaci jakąś większą sympatią, a za innymi nie przepada, dlatego właśnie pierwszą część czytało mi się najlepiej. W drugiej i trzeciej pojawiały się postacie, które mnie zniechęcały do siebie, zwłaszcza jedna krnąbrna dziewucha (jeśli czytałyście to pewnie wiecie, o kim mówię). Jest to zdecydowanie literatura kobieca, którą bardzo przyjemnie się czyta. Jeśli cenicie sobie takie wartości jak rodzina, przyjaźń czy miłość to bardzo polecam. Coś lekkiego, idealne na jesienne wieczory.


Ostatnia książka, którą przeczytałam ostatnio to nowy Harry Potter, ale już nie jako główny bohater, bo głównym bohaterem zostaje jego najmłodszy syn Albus. Dla mnie jest to książka, która zdecydowanie najbardziej spodoba się osobom, które dorastały oglądając i czytając Harry'ego, a w zasadzie dorastały razem z nim. W zasadzie to ciężko to nazwać książką, bo jest to scenariusz sztuki jaka została wystawiona w Londynie. Ze wszystkimi opisami i rozpisanymi dialogami formą zakrawa o dramat, oczywiście jako rodzaj literacki. Jest to ciekawa opowieść, którą bardzo szybko się czyta, przez to, że nie ma w niej wiele dokładnych opisów miejsc i uczyć trzeba pobudzić do pracy wyobraźnię, co akurat mi się podobało. Jeśli tęsknicie za Harry'm to naprawdę polecam przeczytać. A ja coś czuję, że niedługo czeka mnie maraton Harry'ego od pierwszej części raz jeszcze. Nie pytacie który :D

A co Wy ostatnio ciekawego przeczytałyście? Polecacie coś? Znacie coś z moich pozycji? :)
Dzisiaj zostawiam Was z takim luźnym postem, mam nadzieję, że uda mi się jutro zrobić zdjęcia, bo niestety ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, a pogoda też nie sprzyja, ale o tym kiedy indziej.
Życzę Wam udanego piątku i całego weekendu :)
Buziaki! :*

wtorek, 22 listopada 2016

TAG: 7 grzechów głównych

Dzień dobry! :)
Stwierdziłam, że dawno nie było na blogu TAGu, a ja lubię czasem taką odskocznię od recenzji i makijaży. Tym bardziej, że ten jest również o tematyce kosmetycznej. Od czasu do czasu trzeba wyznać swoje grzeszki, więc jeśli jesteście ciekawe moich to zapraszam dalej :)

1. CHCIWOŚĆ

Najdroższy kosmetyk jaki kupiłaś, najtańszy jaki posiadasz?

Najdroższym kosmetykiem na pewno będzie podkład Laura Mercier Smooth Finish Flawless Fluide, nad którym zastanawiałam się bardzo długo, bo kosztował mnie ponad 200 zł i dalej nie wiem czy go lubię czy nie. Najtańszym będzie konturówka do ust Lovely nr 1, która jest chyba najbardziej popularnym odcieniem, ona natomiast kosztuje 5 zł. Perfum nie, bo zazwyczaj jednak je dostaję.


2. GNIEW

Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?

No wiecie trochę to paradoks, bo jak można nienawidzić kosmetyków prowadząc bloga o kosmetykach? Jedno co mi się nasuwa na myśl to nienawidzę większości kosmetyków, przy których zaraz po odkręceniu czuję woń alkoholu. Tego faktycznie nienawidzę. Nienawidzę w rozświetlaczach drobinek, bo to może dobrze wygląda w opakowaniu, ale na pewno nie na twarzy. Uwielbiam pomadki do ust jak pewnie wiecie.

Najtrudniejszym kosmetykiem do zdobycia była paleta Too Faced, bo gdyby nie to, że czekałam aż pojawi się na stronie internetowej Sephory to bym jej nie kupiła, bo została bardzo szybko wyprzedana. Jednak się załapałam, więc nie miałam aż takiego problemu z dostaniem żadnej rzeczy, chyba że chodzi jeszcze o rozświetlacz Lovely, który był notorycznie wyprzedany albo 'wymacany' przez inne panie w drogerii.



3. OBŻARSTWO

Jakie kosmetyki Twoim zdaniem są najpyszniejsze?

Chyba nie mam takiego kosmetyku, ale pamiętam, że jak byłam w gimnazjum miałam swój ulubiony błyszczyk z Eveline, który pachniał grejpfrutem, ale czy był smaczny to tak średnio pamiętam. Kosmetyków się nie je, ale peeling naturalny do ust z Full Mellow, był całkiem smaczny :D

4.  LENISTWO

Których kosmetyków nie używasz z lenistwa?

Myślę, że odpowiem jak większość, czyli balsamów do ciała. Nie lubię się balsamować, kremować etc. Robię to z czystej konieczności, ale zdarzy mi się dwa czy trzy dni nie użyć niczego. Prędzej sięgnę po jakiś olejek kąpiąc się niż wychodząc po balsam do ciała czy inne mazidło.

5. DUMA

Który kosmetyk dodaje Ci pewności siebie?

Zdecydowanie pomadka, nieważne czy będzie krwistoczerwona, w odcieniu wina czy nude. Coś na ustach zawsze być musi. Moi znajomi byliby naprawdę zszokowani, jeśli nie miałabym jakiejś pomadki na ustach, w sumie ja też. Mam ich przynajmniej kilka w torebce, a potem malując się wszędzie szukam tej, którą chciałabym użyć.




6. POŻĄDANIE

Jakie atrybuty uważasz za atrakcyjne u płci przeciwnej?

Trochę randomowe to pytanie, bo co ono ma wspólnego z grzechami kosmetycznymi. Ze strony kosmetycznej to zazwyczaj zwracam uwagę na to czy mężczyzna jest zadbany - jak długie włosy to umyte, jak broda to zadbana, jak tatuaże to ładne albo z sensem. A tak bardziej prywatnie mogę Wam powiedzieć, że zawsze zwracam uwagę na kolor oczu. 

7. ZAZDROŚĆ

Jakie kosmetyki lubisz dostawać w prezencie?

Najbardziej? Chyba perfumy, a tak poza tym jeśli ktoś mnie zna to nie trudno kupić mi prezent, nawet jak się mnie nie zna to łatwo kupić mi prezent, bo ja się po prostu cieszę, że ktoś o mnie pamięta. Może nie tyle lubię dostawać kosmetyki co pędzle. Nie mam ich jakoś dużo, więc zawsze mnie one ucieszą.


A jak wyglądają Wasze grzeszki? Jeśli macie ochotę odpowiedzieć na ten TAG to zapraszam :) Czujcie się wszystkie otagowane :D
Buziaki! :*