środa, 8 marca 2017

Denko 1 #2017

Dzień dobry! :)
Dzisiaj w końcu czas na denko, bo ostatnio dawno je publikowałam. Nie miałam za dużo zużytych produktów, ale też czasu niewiele, bo odcięłam się trochę od bloga, jedynie gdzie udzielałam się sporadycznie to instagram, którego postaram się w końcu 'przypiąć' do bloga, na razie zostawiam Wam link (klik). Zapraszam Was tam serdecznie :). Jeśli jesteście ciekawe co ostatnio udało mi się zużyć to zapraszam dalej.

Z okazji Dnia Kobiet chciałam Wam życzyć dużo zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń, żebyście zawsze były piękne i promiennie uśmiechnięte! :*



Nie pamiętam kiedy ostatni raz zużyłam taką ilość produktów do włosów. Pierwszymi są szampon i odżywka z John'a Friedy. Szampon bardzo lubiłam i moje włosy także, było to moje drugie opakowanie. Za to odżywka to porażka, według mnie kompletnie nic nie robiła z włosami, zużyłam ją do depilacji i do pędzli. Raczej już nie wrócę do tych produktów. Kolejną odżywką do włosów, tym razem już bardziej udaną jest Organic Shop Grape&Honey, była to dobra odżywka do stosowania na co dzień, ładnie pachniała, ale nie było to nic co zwaliłoby mnie z nóg nawilżeniem czy odżywieniem. Ostatni produkt to chwalony szampon do włosów YR naprawczy, niestety moje włosy są wybredne i okazał się być kompletną klapą. Zużyłam go do mycia pędzli. U mnie naprawdę coś musi się kompletnie do niczego nie nadawać, żebym to wyrzuciła. 


Krem do rąk z L'Occitane to jeden z moich ulubieńców, naprawdę bardzo dobry krem, niestety bardzo drogi, ale czasem można sobie pozwolić na odrobinę luksusu, pięknie nawilża dłonie i nie zostawia na nich tłustego filmu. Być może jeszcze do niego wrócę, znacie jakiś dobry krem do rąk? Kolejnym produktem jest cukrowa pianka do ciała z Organique, bardzo lubię ten produkt i co jakiś czas zdarza mi się do niego wracać, nie wykluczam, że znowu się to stanie. Ostatnim produktem do ciała jest peeling Hagi Cometics, o którym pisałam tutaj. Chociaż wolę wersję cukrową, to nie wykluczam, że wrócę i do tej. 


Płyn do demakijażu Secret Key według mnie kompletnie nie nadawał się do demakijażu oczu, czułam że alkohol przebija przez zapach produktu, dodatkowo większość mi się wylała, bo butelka mi pękła, a produkt kosztuje ok 50 zł. Nie pytajcie, gdzie miałam mózg kupując go, naprawdę. Woda lawendowa Avebio to bardzo miłe zaskoczenie, faktycznie pięknie pachniała lawendą, koiła skórę i odprężała, nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę. Mam teraz hydrolat z lawendy i śmierdzi okrutnie. Woda termalna Uriage to bardzo częsty gość denka, ulubieniec wielu lat i na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę. Mgiełka z witaminą C z TBS była bardzo przyjemnym produktem, trochę dziwnie pachniała, ale dawała uczucie odświeżenie i miała dość dobry dozownik, który nie 'pluł' produktem. 


Wszystkie produkty na zdjęciu były przyjemne, zużyłam je będąc na wyjazdach, podejrzewam, że mam gdzieś je jeszcze w mniejszej wersji, ale z tych wszystkich produktów pełnowymiarowy kupiłabym tylko krem, bo żel pod prysznic poza przyjemnym zapachem niczym się nie wyróżniał, a jeśli chodzi o olejek myjący do twarzy to znam lepsze produkty. 


Pierwszym produktem jest eyeliner Golden Rose, którego nie zużyłam do końca, ponieważ się rozmazywał i miał bardzo długi aplikator co dla mnie akurat jest utrudnieniem, zdecydowanie bardziej wolę eyeliner w pisaku, ewentualnie żelowy. Kolejnym produktem jest maskara do brwi Inglot, o której pisałam tutaj. Zużyłam ją do końca, podobał mi się efekt przy malowaniu brwi cieniem, ale wątpię, że kupię ją ponownie, ponieważ znalazłam produkt, który lubię zdecydowanie bardziej. Maskara Avon Color Trend Boost It! w ogóle się u mnie nie sprawdziła, szczoteczka drapała mnie w oko, a tusz się sypał. Ostatnim produktem z kolorówki jest tusz do rzęs L'Oreal FLW Sculpt, którego za bardzo nie lubię, jak dla mnie zbyt mocno skleja rzęsy, ale jeśli macie rzęsy gęste to będzie dawał spektakularny efekt. 


Czas na garść maseczek. Płatki pod oczy Exclusive jak dla mnie w ogóle nie działają, jedynie wyjęte z lodówki dają przyjemne uczucie chłodzenia.  Z maseczek w płacie praktycznie wszystkich jestem bardzo zadowolona, jedynie ta z Klairs, tutaj liczyłam na bardzo duże nawilżenie, a tymczasem czułam się po niej jakbym w ogóle nie użyła nic. Maseczki Mizon są naprawdę rewelacyjne i polecam Wam je serdecznie, tak samo jak maskę aloesową Skinfood, miałam ich 3 i naprawdę są rewelacyjne, świetnie koją i nawilżają. 


Zostały dwa pudry, które wyrzucam, bo  mam je tak długo i ich nie używam, bo Sexy Mama z theBalm w ogóle się u mnie nie sprawdziła, wygląda sucho na skórze i matuje na krótko, miała być transparentna, a ma delikatny kolor. Bardziej mi szkoda Clinique Redness Solution, który był naprawdę rewelacyjny, bo dzięki swojemu żółtymi kolorowi idealnie neutralizował różowy podkład, no i ładnie zakrywał zaczerwienienia, niestety mam go tak długo, że już pora się z nim rozstać. 

I to już wszystkie produkty jakie zużyłam bądź nie. Znacie te produkty? Lubicie? Nie lubicie?
Piszcie koniecznie, 
buziaki! :*

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Uriage :) Ja od dawna nie denkuję, znaczy robię to zużywam produkty, ale nie mam serca do tego typu wpisów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś czuję wtedy, że nie otwieram za dużo produktów i robię sobie rachunek sumienia sama przed sobą :)

      Usuń
  2. Miałam chyba tą serię z YR pamietam że z włosami zrobiła mi koszmarek ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, u mnie też się nie sprawdziła, jeszcze odżywka była poprawna, ale szampon dramat ;o

      Usuń
  3. Miałam kilka szamponów z YR, ale są faktycznie przeciętne, takie cieniutkie włosy po nich..

    OdpowiedzUsuń