sierpnia 03, 2016

Body Boom, peeling kawowy boskie mango

Witajcie :)
Ostatnio mam zaległości z pisaniem o produktach pielęgnacyjnych, więc dzisiaj czas na coś co ma swoich zwolenników i przeciwników. Zapewne spotkałyście się z podobnymi opiniami na temat tego produktu, Jeśli jesteście ciekawe jak sprawdził się u mnie to zapraszam dalej. 

OD PRODUCENTA:

Jestem… boskim chłopakiem.
Moja magia sprawi, że Twoje ciało zawsze będzie jędrne, sprężyste i idealnie nawilżone. Moja moc pałająca z unikalnej kompozycji tworzących mnie składników zredukuje cellulit i rozstępy. Mój głęboko skrywany sekret - sól, którym dzielę się tylko z Tobą, odtruje Twoją skórę i pochłonie wszelkie toksyny. Chcesz usłyszeć więcej? Moją tajną bronią jest boski zapach mango, któremu nie może oprzeć się żadna z Was. Jeżeli tak jak ja szukasz nowych wrażeń i silnych doznań, to wskoczmy razem pod prysznic!
Obiecuję, że zadbam o Ciebie jak nikt wcześniej!


Muszę przyznać, że marketing i opisy produktów firma ma zaskakujące :D

Peeling kawowy to coś za co próbowałam się długo zabrać, ale nigdy nie mogłam zrobić go sama, więc kiedy zobaczyłam, że takie cuda są dostępne to zaczęłam się zastanawiać czy zamawiać czy nie. W końcu uległam i stwierdziłam raz kozie śmierć. A że kawa ma właściwości antycellulitowe i ujędrniające to nie było na co czekać. I tak oto w moje ręce wpadł peeling Body Boom Boskie Mango.


Peeling ma standardowe drobinki kawy, które są odpowiednio ostre aby zrobić porządne zdzieranie. Jeśli jesteście fankami delikatnego złuszczania to absolutnie nie jest to produkt dla Was. Stosowałam go na suchą skórę, ale zanim go położyłam sam produkt mieszałam z odrobiną wody, bo bez tego ciężko byłoby go rozprowadzić. Dokładnie masowałam kolistymi ruchami i tak jak producent pisał zostawiałam go na 5-10 minut. 


Czułam, że piecze mnie skóra. Nie było to coś czego nie da się znieść, raczej potwierdzenie, że produkt działa. Po zmyciu skóra jest niesamowicie gładka, nigdy w życiu po żadnym produkcie nie miałam tak gładkiej i delikatnej skóry, gdzie efekt nie znika po jednym dniu. Dla mnie? Rewelacja. Faktycznie czuć ujędrnienie skóry, przez co albo to efekt placebo albo faktycznie cellulit jest mniej widoczny. Używałam go tak co 2-3 dzień, więc może to też miało wpływ. W każdym razie jestem pod ogromnym wrażeniem. 


Jeśli niestety jesteście wrażliwe na zapachy ten produkt może Was przyprawić o ból głowy, ponieważ jest niesamowicie intensywny. Bardzo długo mi to nie przeszkadzało, ale w pewnym momencie zrobiło mi się od niego niedobrze i słabo, więc radziłabym podchodzić z zapachem ostrożnie. Nie wiem co mi się nagle stało, ale to nie tylko ten produkt. Być może po prostu to mój organizm zmienił preferencje.

To opakowanie fajnie wygląda, ale prawda jest taka, że po jakimś czasie stania w łazience wygląda strasznie. Produkt zawiera 200 g i kosztuje 65 zł. Nie jest to mało, ale jest dużo bardziej skuteczny niż inne peelingi w tej cenie. Wiem, że można zrobić go samemu, ale jestem na to za leniwa.



Z pewnością wrócę do tych produktów, może niekoniecznie do tego samego, może wypróbuję inny zapach.

Znacie ten produkt? A może robicie same peeling kawowy? Lubicie? Nie lubicie? Piszcie koniecznie :)
Buziaki! :*

11 komentarzy:

  1. Produkt widziałam ale nie miałam go :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie ostatnio w łazience gości właśnie peeling kawowy, ale domowej roboty ;) Wychodzi zdecydowanie taniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie uwiódł kokos jak wąchałam ostatnio w sklepie, albo bezzapachowy tzn sam kawowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie miałam okazji ich powąchać, mnie teraz kusi mięta <3

      Usuń
  4. Szkoda, że tak wielka cena :C Bardzo kusi mnie ten kawowy peeling, chyba sama sobie taki wykonam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chętnie przygarnę body boom kokosowe :) Na https://www.showroom.pl/ mają też inne rodzaje tego peelingu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 U Vajlet , Blogger