grudnia 29, 2015

Denko 10 #2015

Witajcie! :)

Dzisiaj ostatnie denko 2015 roku, a pamiętam jak jeszcze publikowałam pierwsze. Podsumowując w tym roku pojawiło się 10/12 denek co daje nam łącznie 143 puste opakowania + te, które przedstawię Wam dzisiaj, a jest ich 26, nie liczę tylko bibułek matujących, bo to jest coś co rzadko jest w denku. W ciągu całego roku zużyłam 169 opakowań kosmetyków różnej maści. Dla mnie to ogromna liczba, bo podejrzewam, że koszt tych wszystkich produktów to jakaś kolosalna kwota, dlatego w przyszłym roku mam nadzieję zmniejszyć ilość kosmetyków, może nie tych kolorowych, ale zdecydowanie pielęgnację. Koniec podsumowań, zapraszam na dalszą część postu.



Żeli pod prysznic u mnie moc, bo aż trzy. Pierwszy to niezbyt ulubiony żel z YR o zapachu orzechów makadamia, taki to zwykły myjak, który średnio pachnie, średnio myje i jest średnio wydajny. Chyba za dużo tych 'średnio' w jednym zdaniu, ale no cóż ten produkt taki jest. Kolejnym równie średnim jest kremowy żel pod prysznic Dreschner Essenz o zapachu czekolady i żurawiny, który znalazłam w listopadowym Chillox'ie. Dobrze myje, ale mam wrażenie, że przesusza skórę, nie wrócę do niego ponownie. Ostatnim już żelem jest malinowy z TBS, który co jakiś czas pojawia się w denkach. Bardzo go lubię, pięknie pachnie i dobrze myje. Jeśli chodzi o peelingi to tutaj zużyłam dwa z TBS, które poza tym, że pięknie pachną całkiem nieźle ścierają martwy naskórek, ale mam do nich jedno ale, a w zasadzie dwa, są bardzo drogie i niewydajne.


Przeszłyśmy przez myjadła, więc czas na pielęgnację. Pierwszym produktem jest bardzo niewydajny balsam do ciała Pat&Rub o zapachu iście zimowym. Ma całkiem niezłe właściwości pielęgnacyjne, ale szału nie robi za tę cenę, już lepiej kupić masełko z TBS, a skoro o nim mowa to w denku znajduje się moje ulubione, malinowe. Rewelacyjne działanie nawilżające dobra wydajność i piękny zapach, czego chcieć więcej. Mamy tutaj też stałego bywalca i ulubieńca poprzedniego roku, a także tego, czyli peeling solny do stop Pat&Rub, nie znam lepszego produktu w tej kategorii, a jeśli chcecie poczytać o nim więcej to zapraszam na recenzję - klik. Również bardzo dobry krem do stóp Pat&Rub, który rewelacyjnie nawilża i pielęgnuje, ale znalazłam chyba coś lepszego. Ostatnim już produktem z Pat&Rub jest puder do kąpieli z kozim mlekiem. Świetna sprawa, zapach relaksuje, a poza tym produkt ma bardzo dobre właściwości pielęgnujące, po kąpieli z tego użyciem nie jest już potrzebny żaden balsam. Zielona kulka Vichy to również stały bywalec, chwilowo szukam czegoś bardziej naturalnego. Jeśli macie swoich ulubieńców to piszcie :)


W ostatnich miesiącach zużyłam bardzo mało produktów do włosów. Szampon z Isany chociaż bardzo tani jest rewelacyjny. Oczyszcza, łagodzi podrażnioną skórę głowy, a dodatkowo kosztuje piątaka. Maseczka Biovax również jest bardzo dobra, trzeba tylko uważać z ilością nakładanego produktu. Potrafi czasem obciążać włosy, ale poza tym nawilża, odżywia i wygładza włosy.


Przejdźmy do twarzy. Pierwszym produktem w tej kategorii jest filtr z SPF 30 Bioderma, szczerze mówiąc według mnie nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Cieszę się, że go skończyłam. Jeśli chodzi o krem Ziaja to jest to bardzo dobry, tani krem nawilżający. Możecie stosować go również rano pod makijaż jeśli na noc okaże się dla Was za mało bogaty. W denku znalazła się także niebieska Bioderma, ale zdecydowanie wolę wersje różową. Krem pod oczy Sylveco to chyba jeden z najwydajniejszych produktów jakie w życiu miałam, zużywałam go chyba 10 miesięcy, ale zdążyłam przed końcem ważności. Zapraszam na recenzję (klik). No i kolejny stały bywalec, czyli woda termalna Uriage, używam jej bez przerwy od ponad dwóch lat i nie przewiduję zmiany. Świetna do odświeżania skóry, dodatkowo fantastycznie łagodzi wszelkie podrażnienia i nie trzeba jej osuszać, a co najważniejsze jej cena jest przestępna. Ostatnim produktem na zdjęciu jest pomadka cynamonowa Sylveco i jak na niezdarę przystało opakowanie mi się całkiem zepsuło, ale szczerze mówiąc jej działanie jest średnie, ale kosztuje ok. 10 zł, więc można wypróbować.


Jeśli chodzi o maseczki to w ostatnim czasie rządziło u mnie Skin79. Pierwszą maseczkę 'firming' znalazłam w Chillbox'ie, był to chyba prezent na przeprosiny od dziewczyn, mniejsza z tym. Tak mi się spodobała forma jednego płatu, że widząc w Szczecinie w aptece na Turzynie te maseczki skusiłam się na kolejną i jeszcze nie raz do nich wrócę. Rewelacyjnie nawilżają, odżywiają i rozświetlają skórę. Jeśli macie bardzo zmęczoną, szarą cerę to na pewno spodoba Wam się ta 'firming', chociaż 'refreshing' też jest dobra. Na pewno jeszcze po nie wrócę. Kolejny produkt to puder ryżowy Paese, jeszcze w starej wersji. Przez to opakowanie dużo produktu mi się wysypało, ale mimo to używałam go ponad rok. Działanie matujące miał całkiem dobre, ale zależało to też od podkładu, bo jeśli był bardziej rozświetlający to potrafił się szybko okropnie świecić, a kiedy był matujący wyglądał bardzo pudrowo, sama do niego na pewno nie wrócę. O żelu do brwi z L'Oreal możecie poczytać więcej tutaj. Jeszcze nie wiem czy do niego wrócę, być może tak, ale mam jeszcze kilka żeli, które chcę przetestować. Kolejnym produktem tej firmy jest mój ulubiony korektor rozświetlający Lumi Magique, o którym poczytacie tutaj. Bardzo fajny, delikatny, ale też drogi, kupuję tylko podczas promocji. Ostatnim produktem jest nowy tusz do rzęs Volume Million Lashes Feline, który jak dla mnie jest przeciętny. Bardzo ładnie podkręca i wydłuża rzęsy, ale u mnie niestety się okropnie osypuje. Tusz do rzęs Max Factor 2000 Calorie również nie zrobił na mnie wrażenia, jeśli chcecie znać moją opinię odsyłam Was do recenzji. Ostatnim już produktem są bibułki matujące Essence. Dla mnie nie ma znaczenia jakiej są firmy, zawsze znajdują się w mojej torebce, niejednokrotnie mnie ratowały, także kolejne opakowanie, tym razem inne już jest w kosmetyczce.

Ufff i to już wszystko. Dużo? Mało? Jak Wasze denka w tym roku? Byłyście systematyczne czy raczej nie?
Trzymajcie się, buziaki! :*

10 komentarzy:

  1. Nie miałam nic, ale kusi mnie szampon z isany - wiele osób go chwali, kiedyś go kupię ale najpierw zużyję co mam :)
    Zaintrygowałaś mnie - odnośnie początku wpisu i zaraz idę przeliczyć swoje opakowania z denek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mnie naszło, bo co miesiąc sobie myślę: Tylko tyle zużyłam? A teraz po przeliczeniu to wcale nie tak mało :D Pochwal się ile Ci ubyło z zapasów :)

      Usuń
  2. Zużyłaś bardzo dużo kosmetyków ;) W większości ich nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no- konkretne zużycia. Z The Body Shop kusi mnie kilka kosmetyków, zwłaszcza ta ich ostatnia seria świąteczna. Bardzo lubię Pat&Rub:)

    OdpowiedzUsuń
  4. takie same mam odczucia co do TBS...

    OdpowiedzUsuń
  5. A u mnie puder ryżowy z Paese fajnie się sprawdza. Nakładam go w strefie T, gdy mam akurat podkład rozświelający, gdy jest matujący, w ogóle nie przypudrowuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo z tych produktów znam:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Spore to denko i do tego kolorówka ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 U Vajlet , Blogger